Ads 468x60px

23.02.2013

Recenzja gry Primal Fears, czyli walczymy z mutantami!


Zazwyczaj przychodzi mi chwalić produkcje niezależne za ciekawe pomysły lub sprawne wykorzystanie już istniejących, intrygującą oprawę graficzną, wciągający gameplay, niezłą ścieżkę dźwiękową... Niestety, w przypadku Primal Fears ciężko mi będzie silić się na dobre słowo. Dzieło niemieckiego studia DnS Development zawodzi na wielu płaszczyznach.

NA OWADY NIE MA RADY

Rzecz dzieje się po katastrofie ekologicznej, kiedy to nastąpił wyciek bardzo niebezpiecznych chemikaliów. Świat został wywrócony do góry nogami, ludzie zaczęli mutować, owady urosły do niebotycznych rozmiarów i zaczęły rozmnażać się w zastraszająco szybkim tempie. Brzmi banalnie? W istocie, taka właśnie jest opowieść zawarta w Primal Fears. Jej kolejne szczegóły poznajemy dzięki rozrzuconym po planszach kawałkach gazet z artykułami. Fabularna sztampa skutecznie zniechęca do śledzenia historii.

Całość rozgrywa się na siedmiu poziomach. Standardowo, aby rozpocząć kolejny, uprzednio musimy przejść poprzednie plansze. Mamy tutaj między innymi szpital, komendę policji i przedmieścia. Każdy level został odpowiednio zaprojektowany – zdewastowana okolica, płonące samochody, zaśmiecone ulice... Scenerie rodem z najgorszych koszmarów całkiem nieźle oddają klimat produkcji.


STRZELIĆ SAMOBÓJA...

Nasze poczynania obserwujemy z rzutu izomerycznego. Gameplay opiera się na strzelaniu, ulepszaniu broni i szukaniu kolejnych stron gazet z zarysowaną fabułą. Samo eksterminowanie potworów nie daje większej frajdy, a to za sprawą kilku irytujących rozwiązań. Po pierwsze – poziom trudności, nawet na easy, jest mocno przesadzony, przez co już w pierwszym etapie gracz nie nadąża nad napływającymi falami wrogów i szybko kończy mu się amunicja. A to oznacza pewny zgon. Po drugie – pewne przedmioty można przesuwać. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że oponenci także mogą je przemieścić (i to nie z premedytacją...), co gorsza, stwór który szarżuje na nas pchając zwykły karton, nie otrzymuje obrażeń od naszych pocisków, gdyż broń nie penetruje przeszkód. Ponadto fizyka w recenzowanej produkcji jest koszmarna!

Bronie możemy zakupić oraz ulepszyć w specjalnym kiosku. Problem w tym, że nawet maksymalnie ulepszona pukawka nie daje nam zbytniej przewagi w starciu z przeciwnikami. Niby zwiększamy obrażenia i pojemność magazynka, ale działanie upgrade'ów jest zbyt symboliczne i naprawdę ciężko uznać wymaksowaną broń za naprawdę skuteczną. Samych pukawek jest sporo rodzajów – od karabinów i shotgunów, po wyrzutnie rakiet i miotacze płomieni.

Interakcja z przedmiotami jest znikoma. Od czasu do czasu zdarzy nam się podnieść gazetę, tudzież apteczkę lub pieniądze. Wszystko opiera się a tym, by przeć do przodu i zabijać kolejne maszkary. Nie oczekuję głębi od tego typu produkcji, ale poszczególne aspekty są tak źle zrealizowane, że po prostu odechciewa się grać, nawet na najłatwiejszym poziomie trudności.



ŚWIŃSKI INTERES

Grafika, jak na produkcję niezależną, jest przyzwoita, lecz z pewnością nie zachwyca. Rzadko zdarza mi się narzekać na odgłosy środowiska, ale w przypadku Primal Fears muszę zrobić wyjątek. O ile wybuchające beczki i wystrzały brzmią w porządku, to już dźwięki wydawane przez oponentów są co najmniej dziwne. Nie wiem, czym twórcy kierowali się przy ich doborze, ale skrzydlaty stwór kwiczący jak zarzynana świnia to dość kiepskie zestawienie. Ponadto zdarzają się wpadki – na przykład podczas śmierci męskiej postaci słychać jęk jego damskiej odpowiedniczki.

Ogólnie rzecz biorąc nie polecam Primal Fears, to pieniądze wyrzucone w błoto. Owszem, jeśli lubujesz się w grach, których poziom trudności polega na niedostatku amunicji przy jednoczesnej nadwyżce wrogów, ten tytuł może cię zadowolić. Resztę graczy z pewnością jedynie sfrustruje. Nieciekawa fabuła, żenująca fizyka i wpadki natury technicznej skutecznie zniechęcają do gry. Naprawdę szkoda.   

Plusy
 Klimat
 Od biedy można pograć...
 Minusy
 Kiepska fabuła
 Poziom trudności
 Wpadki natury technicznej
 Żenująca fizyka


Grę do recenzji dostarczył producent -  DnS Development

5 - ilość komentarzy:

  1. Rooney11:01

    Jest tyle bliźniaczo podobnych gier, że nie ma sensu marnować czasu na ich kiepski klon.

    OdpowiedzUsuń
  2. Amelia13:17

    Szkoda czasu i pieniędzy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy11:58

    Zdecydowanie nie warto, niestety posiadame tę grę i mocno się rozczarowałem. Przede wszystkim zawodzi notoryczny brak amunicji, strzelisz kilka razy i musisz uciekać przed całymi stadami potworów :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kamil13:33

    Mnie gra się względnie podobała, ale rozumiem, ze recenzent musi brać pod uwagę więcej czynników i stąd taka ocena.

    OdpowiedzUsuń
  5. http://people-ft-games.blogspot.com - zobacz ;)

    OdpowiedzUsuń