Deponia okazała się być naprawdę
przyzwoitym początkiem trylogii. Ciekawy, choć nieco irytujący
główny bohater, intrygujący świat, wciągająca fabuła i otwarte
zakończenie – to wszystko sprawiło, że na sequel czekałem z
zapartym tchem. Jak wypada Chaos on Deponia? Nieco lepiej, choć
wciąż ewidentnie widać, ze twórcy gry ewidentnie chcieli jeszcze
bardziej rozbudzić nasz apetyt na wielki finał śmieciowej
przygody.
DROGA DO RAJU
W Chaos on Deponia po raz kolejny
przyjdzie nam pokierować Rufusem – bezczelnym obibokiem, który
uważa wszystkich innych mieszkańców planety za półgłówków.
Pragnąc dostać się do Elysium, cudownej krainy pełnej dostatku i
wygody, zakochuje się w Goal. Sequel kontynuuje wątki z „jedynki”
dorzucając też sporo nowych, świeżych wydarzeń. Trzeba dodać,
że fabuła jest tym razem znacznie lepiej poprowadzona i
przemyślana. Ponadto w niektórych momentach przyjdzie nam podjąć
decyzję, które wątki aktualnie chcemy poprowadzić, co niweluje
kompletną liniowość tytułu.
Rufus stanie przed bardzo ważnym
zadaniem, jakim jest ocalenie znienawidzonej przez siebie planety –
Deponii. Mimo niechęci do tej krainy i jej mieszkańców, bohater ma
wewnętrzne poczucie obowiązku, by jednak zapobiec katastrofie. Ten
motyw bardzo przypadł mi do gustu, bo nieco prostuje negatywny
odbiór postaci. Jest to jednak wyjątek od reguły, Rufus wciąż
jest wredny i niekiedy drastyczny w działaniu.
SUCHAR SUCHAREM POGANIA
Dialogi zawarte w grze dalej bawią i
przywołują uśmiech na ustach, choć czasami Rufusowi zdarza się
wypowiedzieć jakąś nieśmieszną kwestię z cyklu „ale suchar”.
Ponadto nie mogę się oprzeć wrażeniu, że twórcy na siłę
starają się pokazać Rufusa z tej najgorszej strony, postać ta
jest mocno przerysowana, co niejednokrotnie widać w wypowiadanych
kwestiach i podjętych działaniach. To wszystko sprawia, że bohater
jest jeszcze bardziej antypatyczny, niż był do tej pory. Zdaję
sobie sprawę, że niektórzy po prostu nie lubią prowadzić
postaci, które ich mocno irytują.
Lepiej niż w pierwowzorze prezentują
się zagadki logiczne. Wspomniana wcześniej namiastka nieliniowości
sprawia, że gracz rzadko kiedy utknie w martwym punkcie – jeśli
ciągnięcie jednego wątku mu nie idzie, bez problemu może podjąć
się kontynuacji innego. Dzięki temu na ekranie cały czas coś się
dzieje. Same łamigłówki nie należą do najprostszych, ale
wszystkie zachowują swój logiczny zamysł i nawet te najmniej
oczywiste rzeczy mają sens.
OPNIA GRACZA – RZECZ ŚWIĘTA
Nie da się ukryć, że Daedalic
Entertainment słucha opinii recenzentów i graczy, bowiem kilka
aspektów zostało poprawionych w stosunku do poprzedniej odsłony.
Cut-scenki są nieco bardziej dynamiczne i lepiej zrealizowane. Pod
względem muzycznym producent postarał się o więcej utworów, na
szczęście zwiększona ilość nie odbiła się na ich jakości.
Ponownie bardzo dobrze prezentuje się oprawa graficzna, kolorowe,
ręcznie rysowane plansze 2D cieszą oko. Angielski dubbing wypada
jak najbardziej na plus.
Nie obyło się też bez kilku wad.
Czasami kulej synchronizacja obrazu z wypowiadanymi przez postacie
kwestiami. Rufus nadal nie potrafi przemieszczać się biegiem, co
niestety lekko irytuje przy pokonywaniu dłuższych dystansów.
Niektóre rozwiązania mogą wydawać się kontrowersyjne (jak można
zabić kanarka w tak kolorowej grze?!), z kolei sam Rufus, jak już
wspomniałem, jest nieco przerysowany.
Nie zmienia to jednak faktu, iż Chaos
on Deponia to wciągająca przygodówka point&click, z która
bardzo miło spędziłem czas. Jest nieco lepsza od „jedynki” i
skutecznie zaostrza apetyt na ostatnią część trylogii. Fabuła
wciąga, gameplay cieszy, grafika i muzyka buduje odpowiedni
klimat... Pomimo kilku zgrzytów, naprawdę warto sięgnąć po ten
tytuł.

















