Miał być polski Fallout… Miał, bowiem prócz post-apokaliptycznych realiów Afterfall nie ma nic wspólnego z doskonałym klasykiem. Trudno jednoznacznie stwierdzić, dlaczego wszystkie elementy wypadły tak przeciętnie. Fakt ten boli jeszcze bardziej, że InSanity miało ogromny potencjał, by być produkcją naprawdę porządną. Niestety, ambicje najwyraźniej przerosły twórców.
APOKALIPSA W PL
Nawiązania do Fallouta widać głównie w wykreowanym świecie wyniszczonym straszliwą wojną. Z myślą o tych, którym udało się przeżyć potworne wydarzenia, stworzono projekt Afterfall mający na celu wybudowanie specjalnych schronów dla ocalałych. Gra skupia się głównie na jednym z nich o nazwie Chwała. Właśnie stamtąd pochodzi nasz główny bohater, Albert Tokaj, z zawodu psychiatra zapewniający ludziom psychiczny komfort. Znikomą sielankę przerywają tajemnicze wydarzenia mające miejsce na niższych poziomach przybytku, a Tokaj zostaje wysłany, by zbadać ów problem. O ile wszystko zapowiadało się znośnie, to od tego momentu robi się coraz gorzej…

Głównie ze względu na chaotycznie poprowadzoną linię fabularną. Niestety, prostą opowieść zawiązano na skomplikowany supeł w efekcie czego wyszło pomieszanie z poplątaniem. Twórcy starali się wyjaśnić zagmatwane momenty fabuły, ale nawet niektóre tłumaczenia wyszły wręcz absurdalnie. Gdy poznałem zakończenie tej niezbyt porywającej historii, poczułem się nie tyle zdegustowany, co wręcz dotkliwie obrażony. Nawet pod względem technicznym ukazanie losów Tokaja jest fatalne. Nie pamiętam, by w jakiejkolwiek pozycji tak często atakowano mnie obleśnymi cut-scenkami. Ich wykonanie jest tragiczne, reżyseria woła o pomstę do nieba, mimika ciała i twarzy to jakiś ponury żart. Na dodatek voice-acting to kompletne dno, zarówno w polskiej, jak i angielskiej wersji językowej. Wprost nie mogłem uwierzyć, że Michał Żebrowski potrafi tak bezjajecznie dubbingować jakąkolwiek postać. Naprawdę, nie oczekiwałem cudów na kiju, ale nigdy bym nie pomyślał, ze będzie aż tak źle…
KLIMATyzacja
W przerwie między ubolewaniem nad kolejnymi położonymi przez Nicolas Games Intoxicate elementami, pochwalę to, co choć w umiarkowanym stopniu mi przypadło do gustu. Z pewnością Afterfall nie jest pozbawiony swoistego klimatu. Dość klaustrofobiczne korytarze podziemi oraz wnętrze schronu dają całkiem ciekawy posmak recenzowanemu tytułowi. Zrujnowana Warszawa również ma w sobie „to coś”, ale tych klimatycznych elementów jest za mało, żeby uznać InSanity za pełnoprawny survival horror. Tym bardziej, ze liniowość zabawy kompletnie rujnuje przyjemność z gry, a swoje negatywne trzy grosze dorzucają niezbyt trafnie zaprojektowane poziomy i tragicznie rozmieszczone checkpointy. Zdarza się, że punkty kontrolne trafiają się w zatrważającej ilości po przejściu kilku metrów, by potem zamilknąć na pół godziny. Pochwalić można też proste zagadki logiczne, jakie zaserwowało nam NGI. Czasem przyjdzie nam powciskać guziki w odpowiedniej kolejności, zhakować sejf, czy nawet poprowadzić zdalnie sterowanego robota. Od czasu do czasu weźmiemy udział w Quick Time Events, gdzie gra wymaga od nas wciskania klawiszy w danym momencie. Rzecz jasna ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia, ale grunt, że w ogóle są. Bez tego gracz umarłby z nudów kompletnie i niezaprzeczalnie.

Również system walki nie prezentuje najwyższych lotów, choć jakąś tam przyjemność sprawia. Do dyspozycji mamy spory asortyment broni białej w postaci rozmaitych rur, młotków i podobnego złomu. W poszczególnych lokacjach tego badziewia jest mnóstwo, mimo że taki oręż w ogóle się nie zużywa. Każdorazowo jesteśmy w stanie dzierżyć tylko jedną broń, dlatego też warto znaleźć swoją ulubioną. W moim przypadku stało się to, gdy w łapska wpadła mi pierwsza pukawka, wtedy reszta bubli odeszła w niebyt, bowiem amunicji przez całą zabawę zabrakło mi tylko raz. Ponadto broń palna i tak jest zdecydowanie najskuteczniejsza. Naprawdę ta gra ma czelność stawać w szranki z innymi survival horrorami?
S.T.R.A.C.H.
Przeciwnicy, jak na ludzi, inteligencją prezentują poziom spalonego ghula. Spotkanie grupy oponentów nie jest żadnym wyzwaniem, bo i tak atakują nas po kolei. Ponadto walka jest banalnie prosta, w końcu stwierdziłem, iż wciskanie prawego przycisku myszy odpowiedzialnego za blokowanie ciosów jest bezcelowe. Wystarczy maniakalnie nawalać młotkiem czy innym dziadostwem, by pozbyć się natrętów. AI nie stosuje żadnych wymyślnych taktyk i strategii – rzuca się na nas jak wygłodniały pies na nieobgryzioną kość. Chyba nie muszę wspominać, że na dłuższą metę zaczyna to wiać totalną nudą?
Zawodzi również szumnie zapowiadany system Fearlock. W założeniach miał polegać na zmianie zachowania Alberta, gdy wypełni się specjalny pasek stanu psychicznego Tokaja. Bajer kompletnie pozbawiony sensu ze względu fakt, że praktycznie nie działa. Jeśli jedynym następstwem psychicznej ruiny bohatera miały być lekko zmieniony kolory na ekranie, to ja serdecznie dziękuję za tę drobnostkę. Co więcej, system walki nie uległ jakimkolwiek modyfikacjom względem pełni świadomości bohatera. Porażka, tym bardziej, że Fearlock zapowiadał się na najbardziej intrygujący element całej produkcji. Żenada.

Graficznie Afterfall nie powala, choć w tej materii nie jest aż tak źle. Zastosowana kolorystyka buduje odpowiedni klimat, na paru obiektach warto zawiesić oko, choć niektóre tekstury są co najmniej brzydkie. Modele postaci także są niezłe, ale, jak już wspominałem, ich animacje i mimika to istna katorga dla oczu. Zastrzeżeń z kolei nie mam do muzyki – nieco ambientowe kawałki budują lekką atmosferę niepewności. Posiadacze wersji polskiej mogą cieszyć się dołączonym doń soundtrackiem gratis, co bardzo cieszy. Bo, co przyznaję z lekkim bólem, ścieżka audio to jeden z najlepszych elementów InSanity.
Cóż mogę powiedzieć, z dziełem Nicolas Games Intoxicate nie wiązałem wielkich nadziei, ale i tak się srogo zawiodłem. Fakt, bardzo cieszą liczne rodzime akcenty, choćby w postaci napoju Frudo, obrazie Piłsudskiego, czy też wszechobecnych polskich napisów na ścianach. W ogólnym rozrachunku jednak gra wypada strasznie blado, garściami czerpie motywy i mechanizmy z innych hitowych produkcji i robi to kompletnie nieudolnie. Stąd też nie mogę przyznać Afterfallowi więcej niż trzy punkty. Szkoda, naprawdę szkoda.
Plusy

Klimat, polskie akcenty

Dobra oprawa audio, znośna grafika
Minusy

System walki nie porywa

Słaba fabuła, nuda

Żałosny voice acting i cut-scenki

Rozliczne bugi