Ads 468x60px

20.02.2013

ALARM KONKURSOWY: wygraj grę TBoUT: The Critter Chronicles!

Dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora gry The Book of Unwritten Tales: The Critter Chronicles, firmy IQ Publishing, PC Aurora organizuje konkurs, w którym do wygrania jest egzemplarz tej rewelacyjnej przygodówki!



Aby wziąć udział w konkursie, należy odpowiedzieć na trzy proste pytania:

1. Jak ma na imię orczyca, która zaatakowała statek Nate'a?
a) Kol'Argah
b) Ba'Kalah
c) Ma'Zaz

2. Kto jest producentem gry TBoUT: The Critter Chronicles?
a) KING Art Games
b) UIG Entertainment
c) Rockstar

3. Jaką ocenę otrzymała gra The Book of Unwritten Tales na łamach serwisu PC Aurora?
a) 7
b) 9+
c) 8

Wszystkie odpowiedzi znajdziecie w poniższych artykułach:
TUTAJ
TUTAJ

Odpowiedzi na pytania ślijcie na adres: 

konkurspcaurora@gmail.com

W treści maila wpiszcie "The Critter Chronicles"

Konkurs trwa do 27.02.2013r. Zwycięzca zostanie ogłoszony dzień później.



Sponsorem nagrody w konkursie jest firma IQ PUBLISHING

Recenzja gry TBoUT: The Critter Chronicles, czyli poznajemy losy zabawnego futrzaka!


Podczas obcowania z The Book of Unwritten Tales nie mogłem wyjść z podziwu dla twórców, którzy stworzyli jedną z najlepszych przygodówek z akcentami humorystycznymi ostatnich lat. To tłumaczy, dlaczego z niecierpliwością wyczekiwałem premiery The Critter Chronicles – dobrych gier nigdy za wiele! Czy KING Art Games sprostało wyzwaniu?

KRONIKI ZWIERZAKA

Recenzowana pozycja jest prequelem, co oznacza, że wydarzenia w The Critter Chronicles mają miejsce przed historią opowiedzianą w The Book of Unwritten Tales. Fabuła opowiada losy Nate'a, którego statek zostaje zaatakowany przez podstępną orczycę o imieniu Ma'Zaz. Pojazd rozbija się w śnieżnej krainie, tam bohater poznaje nieporadnego, lecz bardzo sympatycznego Crittera. Tym razem zadaniem herosów nie będzie ratowanie świata, lecz... własnych czterech liter. Fani podstawki mogą czuć się rozczarowani brakiem pięknej elfki Ivo oraz gnoma Wilbura, lecz świetne przedstawienie pozostałej dwójki bohaterów rekompensuje nieobecność reszty.

Cała zabawa to kopalnia dobrego, nienachalnego humoru okraszona nawiązaniami do popkultury (motyw białej rękawiczki Michaela Jacksona - bezcenny). Dialogi są rewelacyjne, zaś postacie przedstawione zostały w taki sposób, że po prostu nie da się ich nie polubić. Na szczególną uwagę zasługuje Critter porozumiewający się w niezrozumiałym dla gracza języku. Wszystkie jego komentarze to jeden wielki bełkot, jednak wymowne gesty, jakimi opisuje podejmowane przez siebie akcje, potrafią dać nam do zrozumienia, co stwór ma na myśli.



LOGIKA, BRACIE!

Cieszy fakt, że twórcy wprowadzili możliwość wyboru poziomu trudności, jeśli jesteście przygodówkowymi wyjadaczami, polecam od razu zacząć grę na module Hard, gdyż domyślnie, moim zdaniem, produkcja jest nieco zbyt łatwa. Obcując z grą na trudnym poziomie, w nasze ręce zostanie oddanych więcej zagadek do rozwiązania, ponadto są one po prostu trudniejsze.

Producenci zadbali o to, aby zagadki były logiczne. Dzięki temu nawet w chwilach kryzysowych metoda „poklikam tu i tam, może się uda” nie ma racji bytu, bowiem jeśli dany przedmiot nie jest związany z nasza przygodą, staje się nieaktywny po jednokrotnym kliknięciu. Warto jednak wchodzić w interakcję ze wszystkim, co tylko możliwe, bowiem często owocuje to zabawnym komentarzem bohaterów. Ponownie przyjdzie nam odwiedzić świetnie zaprojektowane lokacje, które przyciągają uwagę jakością wykonania i wysokim poziomem szczegółowości. Zastrzeżenia można mieć jedynie do ich stosunkowo niewielkiej ilości.



BARWNA BAŚŃ

Pod względem graficznym gra nie uległa większym zmianom w stosunku do poprzedniczki – nadal mamy do czynienia z kolorową, baśniową oprawą, która wprost nie może się nie podobać. Na bardzo wysokim poziomie stoi także angielski dubbing, jeden z lepszych, jaki słyszałem w grach przygodowych ostatnich lat. Polski wydawca, firma IQ Publishing, zdecydował się na polonizację kinową, jakość rodzimego tłumaczenia jest naprawdę przyzwoita i nie mam do niej zastrzeżeń. Troszkę rozczarowuję długość zabawy – grę można spokojnie ukończyć w około 5/6 godzin, w zależności od wybranego poziomu trudności. Nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę warto zapoznać się z tym tytułem. To przezabawna, interesująca historia gwarantująca masę śmiechu. Polecam.


Plusy
 Po raz kolejny: humor
 Świetne postacie
 Dwa poziomy trudności
 Nawiązania do popkultury
                                                                             
Minusy
 Za krótka
 Troszkę zbyt mało lokacji



Grę do recenzji dostarczyła firma IQ PUBLISHING

7.02.2013

Recenzja gry Capsized, czyli wariacje w kosmosie!


Ogromnym plusem gier niezależnych jest element zaskoczenia. Jeszcze do niedawna nikt się po nich nie spodziewał niesamowitych pomysłów, eksperymentalnych mechanizmów rozgrywki i nieskończonych pokładów grywalności. Szybko jednak okazuje się, że apetyt gracza wciąż rośnie, a w parze z nim – wymagania względem produkcji indie. Stąd też Capsized jest dla mnie tytułem zaledwie dobrym. Ale po kolei…


Fabularne odmęty


Fabuła Capsized jest dość miałka, sztampowa i nieciekawie przedstawiona. Na intro składa się kilka statycznych plansz, które w połączeniu ze sobą starają się imitować komiks. Z obrazków dowiadujemy się, że rakieta kosmonautów zostaje uszkodzona, ci z kolei rozpaczliwie ewakuują się do mniejszych pojazdów, które awaryjnie lądują na nieznanej nikomu planecie. I to w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o wprowadzenie. Śmiało można powiedzieć, że opowieść jest słabym elementem tej pozycji. Na szczęście inne aspekty są naprawdę nieźle dopracowane.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to rewelacyjna (powtarzam: rewelacyjna!) oprawa graficzna. Plansze, po których przyjdzie się nam poruszać są pieczołowicie dopracowane z dbałością o detale. Poszczególne elementy tła potrafią zrobić wrażenie i bez żalu można im się przyglądać stojąc praktycznie bezczynnie (oczywiście, jeśli sytuacja w grze na to pozwala). Na uznanie zasługuje design poziomów. Levele wypełnione są ukrytymi przejściami i skrytkami, a dostanie się do nich czasami wymaga ruszenia głową. Często musimy utorować sobie drogę do konkretnego obiektu. Pozwala na to dość wysoka niszczalność otoczenia oraz możliwość wpływania na położenie niektórych elementów krajobrazu. Takie rozwiązania wprowadzają lekki powiew świeżości w gatunku platformówek, gdzie ciągle gnamy w prawo. Jedynymi minusikiem map jest ich wielkość – zdecydowanie nie należą do zbyt obszernych, jednak fakt, że zostały one wykonane ręcznie szybko rekompensuje wszelkie negatywne wrażenia.



Wbrew grawitacji

Poruszanie się naszym kosmonautą jest dość specyficzne ze względu na zmniejszone oddziaływanie grawitacji na bohatera. Dzięki temu wystarczy najzwyklejszy krok ku górze, aby ten oderwał się od podłoża. Co ciekawe, twórcy nie wprowadzili do rozgrywki opcji tradycyjnego skoku, co może wydawać się dziwne w tego typu produkcjach. Miast niej wyposażyli postać w specjalny hak z liną pozwalający na dotarcie do trudno dostępnych miejsc. Owe urządzenie jest niezastąpione niemal w każdej sytuacji – dzięki niemu nie tylko wspinamy się na wyższe poziomy, ale też jesteśmy w stanie przemieścić konkretny obiekt zagradzający nam drogę lub też zabrać go ze sobą. Na linie bez problemu możemy się także rozbujać, co w połączeniu z mniejszą siłą grawitacji jeszcze bardziej ułatwia przemieszczanie się. Nie jest jednak tak prosto, jakby mogło się wydawać, bowiem przejścia często są bardzo wąskie i musimy wykazać się niemałą precyzją, aby osiągnąć swój cel. Przydatnym ustrojstwem jest także odrzutowy plecak dający nam szansę dostania się na wyższe partie planszy, jednakże wymaga on paliwa, a sterowanie nim nie należy do najbardziej intuicyjnych.


Planeta, na której wylądowaliśmy roi się od niebezpieczeństw w postaci różnych gatunków obcych. Ci są naprawdę sporym wyzwaniem, gdyż ich zawziętość potrafi dać się we znaki. Uciec przed nimi praktycznie się nie da – musimy zakasać rękawy i ubić wszystkie poczwary, jakie spotkamy na swojej drodze. Oponenci są dość zróżnicowani, mamy tutaj plujące trucizną owadopodobne stworzenia, piekielnie szybkie pająki, kosmitów i szkielety kotów niewahające się nas ugryźć. Do tego dochodzą rozmaite pułapki pokroju eksplodujących przedstawicieli lokalnej fauny oraz bossowie, których ubicie wymaga niezłej gimnastyki. Na szczęście do naszej dyspozycji oddany został spory arsenał broni. Co prawda każdą planszę rozpoczynamy z jedną pukawką w ekwipunku, jednak po mapie są rozłożone inne przedmioty masowej eksterminacji różniące się siłą ognia i rażenia. Trzeba też umiejętnie dobierać broń względem przeciwników – puszczanie wiązek lasera w kierunku arcyzwinnych pajęczaków mija się z celem. Poziom trudności jest spory ze względu na dopracowane AI. Wrogowie nie mają w zwyczaju pudłować ani ignorować kosmonauty i nie spoczną, póki go nie dopadną. Na szczęście mamy prawo kilka razy zginąć bez konieczności powtarzania całego levela od nowa, dzięki czemu nie towarzyszy nam uczucie frustracji w przypadku niepowodzenia.



Fajna sprawa


Capsized nie jest grą bezbłędną, jednak drobne mankamenty techniczne absolutnie nie wpływają na przyjemność z gry. To produkcja naprawdę klimatyczna, w pewnych aspektach oryginalna, dopracowana graficznie i muzycznie oraz, co najważniejsze, grywalna. Świadczy o tym fakt, że gracz ma ochotę nie tylko rozegrać kolejne plansze, ale ponownie przejść już znane, by śrubować wyniki i odblokować kolejne osiągnięcia. Nie jest to jednak jedna z tych produkcji, do których chciałoby się wracać po tygodniach intensywnego grania. Mimo to jak najbardziej polecam.


Plusy
 Świetna oprawa graficzna
 Potrafi wciągnąć
 Poziom trudności i ciekawe rozwiązania
                                                                             
Minusy
 Bardzo krótka
 Kiepska fabuła
 Drobne bugi