Amy... Ta dziewczynka będzie kradła moje sny, wyniszczy psychikę doszczętnie, zamorduje wszelkie szare komórki i w końcu postradam zmysły. Nienawidzę jej. Ona jest koszmarem! Prawdziwym, powracającym jak bumerang koszmarem! Spędziłem z nią raptem jedną noc i z bólem przyznaję, że była to moja najgorsza randka w życiu. Co gorsza, nie była ona przymusowa. Dlaczego więc postanowiłem się na nią udać? Mogłem przecież rzucić wszystko, uciec jak najdalej, a jednak poświęciłem swój czas, nerwy i nieprzespaną noc, aby przestrzec Was przed tą małą, niepozorną dziewczynką o imieniu Amy, którą można kupić na Xbox Live i PlayStation Network. Tak, ta dziewczynka jest na sprzedaż i ma tyle kopii, iż boję się, że świat czeka zagłada. Strzeżcie się...
NIENAWIDZĘ AMY
Produkcja o nazwie Amy miała być w zamierzeniu twórców survival horrorem. Jak to zazwyczaj bywa – gra nie przeraża, frustruje i powoduje nieoczekiwane ataki agresji, białej gorączki i drgawek. Recenzja, którą macie przed oczami, będzie wylaniem żalu i nostalgii, bowiem pomysł na rozgrywkę jest zaskakująco fascynujący, z kolei jego wykonanie w każdym aspekcie zostało położone z taką dbałością o szczegóły, że nie sposób dopatrywać się tu najdrobniejszych plusów. Po prostu się nie da...

Tytułowa bohaterka jest cierpiącą na autyzm dziewczynką przebywającą w dziwnym, owianym tajemnicami ośrodku. W końcu pojawia się wybawicielka o imieniu Lana, która porywa dzieciaka z niepokojącego miejsca. Obie wsiadają do pociągu, by schronić się w mieście Silver City, jednakże pechowe zrządzenie losu sprawia, że ich środek transportu wykoleja się z powodu nagłej eksplozji. W tym momencie następuje koniec sielanki i rozpoczyna walka o przetrwanie na... dworcu kolejowym. Całość została przedstawiona w niespotykanie obrzydliwy sposób. Rozumiem, że Amy cierpi na autyzm i jej wyraz twarzy nie musi wyglądać pierwszorzędnie, ale Lana to zdrowa (chyba...) na ciele i umyśle kobieta. Tymczasem jej mimika wskazuje na to, że jest albo chora psychicznie, albo ma „te dni”. Istnieje też prawdopodobieństwo, że osoby odpowiedzialne za animacje to skrajne beztalencia. Ach, to bardzo prawdopodobne.
NAPRAWDĘ JEJ NIE CIERPIĘ!
Ludzie odpowiadający za scenariusz z pewnością są fanami kiepskiego kina klasy B, które w zamyśle ma przerażać, a w rzeczywistości śmieszy. Mamy tu różne maszkary w postaci mutantów i zombie, jakichś fanatyków dziwnego kultu, no i oczywiście danie główne – Amy, biedną, autystyczną dziewczynkę, która sprawia wrażenie totalnie nieogarniętej, choć obdarzonej niesamowitymi zdolnościami, jakich pospolity ludzki umysł nie jest w stanie pojąć. Sam rozwój fabuły jest mocno szczątkowy, bzdurny i pasjonujący równie mocno, co oglądanie wszystkich sezonów Mody na Sukces wraz z powtórkami i powtórkami powtórek.

Wbrew pozorom nie będziemy animować Amy, lecz jej wybawicielkę. Zadaniem Lany jest chronienie dziewczynki na wszelkie możliwe sposoby (a tych jest naprawdę niewiele). Środowisko gry jest skażone, stąd też niezbędna jest swoista symbioza dwóch bohaterek – dziecko posiada leczące moce, które zapobiegają mutacji opiekunki w bezmózgą poczwarę. Chwila, chwila... To przecież brzmi nieźle, prawda? Zaiste, brzmi wyśmienicie. Problem polega na tym, że cała mechanika została wykonana w sposób fatalny, beznadziejny i makabrycznie nieintuicyjny.
Kanonadę narzekań zacznijmy od żałośnie zrealizowanej walki. Wierzcie mi, ciężko jest powalić przeciwnika, przez którego przenika broń nie czyniąc mu absolutnie żadnych szkód. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy my otrzymujemy wydumane obrażenia, gdy tymczasem oponent ewidentnie nas nie trafił. To chyba pierwsza gra, w której przeciwnicy tak bezczelnie czitują, jak Matkę kocham! Metalowa rura Lany służąca jej jako podstawowy oręż pojawia się nagle znikąd podczas walki i równie szybko się rozsypuje. Prawdopodobnie zombiaki i reszta tej obleśnej menażerii ma czerepy ze stali. Żeby metal rozpływał się po kilku trafieniach? Niech to szlag, nienawidzę cziterów!
AMY TO %*^#@^*&
Kolejną bolączką jest najgorzej zrealizowane sterowanie na świecie. Jeszcze w żadnej grze nie byłem zmuszony wciskania kilku przycisków naraz przy jednoczesnej pracy analogiem. Sprawę pogarsza fakt, że odłączenie się od Amy może przynieść bardzo nieprzyjemne konsekwencje, dlatego wypadałoby biec wraz z dziewczynką. Tutaj – NIESPODZIANKA! - trzeba dodatkowo użyć kolejnego guzika. Komuś ewidentnie zależało, by pokomplikować życie graczom jak najbardziej się da. Udało się w stu procentach, gratulacje!
W atmosferze zaszczucia i niepokoju każdy z nas miałby ochotę wyrwać się z takiego ponurego miejsca, jakim jest zrujnowany dworzec. Lana i Amy są bardziej ambitne i wszystkie czynności wykonują z prędkością zdezelowanego wózka widłowego. Tak ślamazarnej rozgrywki ze świecą szukać. Naprawdę rozumiem, że bieganie na obcasach to trudna sztuka, jak byłem mały to sam próbowałem z mizernym skutkiem. Ale przy tych okolicznościach prędkość bohaterów to istna kopalnia kuriozum i zbędnych atrakcji. Na dodatek Lana bez żalu w niepohamowanym przypływie adrenaliny blokuje się na małym kamyczku, co jeszcze bardziej doprowadza do szewskiej pasji. Sprawy nie ratuje też kamera, która uwielbia zawodzić, a jej przestawienie skutkuje fatalnymi przycinkami.
Sztuczna inteligencja wywołuje kolejną salwę śmiechu, która po chwili przeradza się w morze tragizmu sytuacyjnego. Wiem, że Amy jest chorą dziewczynką i nie należy się z niej nabijać, ale to co wyprawia (a raczej odpowiedzialna za nią SI) przechodzi ludzkie pojęcie. Dzieciak idzie w ślady opiekunki i przykleja się do kamyczków, obija się o ściany jakby dopiero opuściła alkoholową libację i, co najgorsze, wspaniale się spisuje jako wabik na wrogów, których przyciąga jak magnes biurowe spinacze. Niesamowite moce Amy przydają się raz na ruski rok, na dodatek ich potencjał również nie został wykorzystany nawet w małym stopniu. Co więcej, w każdym rozdziale dziewczynka musi ponownie je poznawać, co powoduje, że cała ta otoczka nadnaturalnych właściwości traci sens.
IDŹ DO DIABŁA, AMY!
Cała gra sprowadza się do błądzenia po planszach w poszukiwaniu jakiejś sensownej ścieżki. Giniemy często, co nie byłoby aż tak frustrujące, gdyby nie żałosny system zapisu gry. Punkty kontrolne pojawiają się rzadko w konsekwencji czego niejednokrotnie powtarzałem ten sam etap modląc się, by w końcu dotrzeć do miejsca automatycznego zapisu. Gorsze rzeczy dzieją się, gdy postanowimy zrezygnować z zabawy w trakcie rozgrywania rozdziału. Wtedy zaliczone punkty kontrolne przepadają w odmętach świata Amy i musimy rozpoczynać zabawę na konkretnym etapie od samego początku z pustym ekwipunkiem. Przez to wszystko produkcja, którą można ukończyć w około cztery godziny wydłuża się do nudnych dziesięciu.

Technologicznie Amy jest brzydka jak noc i prezentuje standardy z 2003 roku. Wspomniałem już o żałosnej mimice twarzy, teraz dodam tylko, że cała reszta animacji bije po oczach nienaturalnością, co idealnie widać podczas biegu Lany. Mam wrażenie, że ta kobieta miała połamane większość kości, a jakiś niedoświadczony lekarz je nieudolnie poskładał. Design plansz jest schematyczny, a co za tym idzie, nudny. Zewsząd atakuje nas mrok, przez co zawieszanie się na niewidzialnych przeszkodach doprowadza do prawdziwego obłędu. Muzyka w grze praktycznie nie istnieje, natomiast dźwięki otoczenia napawają grozą z siłą równą wizerunkowi Hello Kitty na bluzie osiedlowego dresa.
Pomysł na recenzowaną produkcję był naprawdę dobry. Niestety, jego realizacja jest tak żałosna, że ciężko jest mi to przeboleć. Amy to doskonały przykład na to, że dobre pomysły powinno oddawać się w obce ręce, które będą w stanie nadać im odpowiednią formę. Bo to, co zrobiło z nią Vector Cell, które jest producentem owego tworu, to istny skandal. Gra kosztuje około 30 złotych, co pozornie nie jest wygórowaną ceną, jednak wierzcie mi – to mogą być najgorzej wydane pieniądze w Waszym życiu. Lepiej kupcie za to zgrzewkę mleka, czy czego tam wolicie. Ja uradowany z ukończenia recenzji Amy mogę bez żalu o niej zapomnieć. Wy z kolei wymarzcie z pamięci, że coś takiego jak Amy w ogóle powstało.
- - Wykrywanie kolizji
- - Technologiczne zacofanie
- - Niewykorzystany potencjał
- - Animacje i mimika twarzy
- - System walki to dno
- - Żałosny system zapisu gry