Twórcy niezależni mają tę przewagę
nad wielkim studiami, że nad ich głowami nie stoją wydawcy
wywierający naciski i kształtujący obraz produktu końcowego. Gry
indie przybierają dokładnie taką postać, jaką umyślą sobie ich
autorzy. W tym właśnie tkwi ich siła – mimo niewielkich środków
i małej ekipy, potrafią stworzyć pozycję grywalną, atrakcyjną i
niedrogą. Jak jest w przypadku Dead Pixels? Na te pytanie odpowie
Wam poniższa recenzja.
NIEUMARŁYCH ŻYCIA STYL
Gra jest przedstawicielem
oldschoolowego spojrzenia na gry akcji z domieszką gatunku RPG.
Naszym celem jest głównie eksterminacja zmutowanych zombiaków
wszelkiej maści, przy czym postać obserwujemy z boku. CSR Studios
przygotowało dla graczy trzy różnorodne pod względem
merytorycznym tryby rozgrywki, choć gameplay sprowadza się raczej
do tego samego. Ale po kolei.
Pierwszym modułem jest Original Mode,
czyli coś na wzór kampanii. Rzecz dzieje się w Ameryce, w 1983
roku z jednej z fabryk wyciekły toksyczne odpady, które zatruły
zbiorniki wodne. Ten tragiczny incydent miał fatalne następstwa –
zmarli zaczęli wstawać z grobów przy okazji mutując. Ich siła
okazała się być tak duża, ze wysłana armia była zmuszona
zarządzić odwrót nie mogąc sobie poradzić z naporem kolejnych
fal nieumarłych. Na miasto została nałożona kwarantanna, my
wcielamy się w jednego z ocalałych, którego zadaniem jest wydostać
się z siedliska zła. W zależności od wybranego wcześniej poziomu
trudności, przyjdzie nam pokonać określoną ilość plansz (ulic),
by osiągnąć cel.
Na każdej mapie mijamy rozmaite
budynki, gdzie znajdziemy cenny ekwipunek. Mogą to być bronie,
naboje, granaty, apteczki lub towary typu pożywienie czy zwykłe
przedmioty. W miejscach oznaczonych zielonymi strzałkami natrafiamy
na handlarzy, u których możemy kupić asortyment, sprzedać go lub
też dokonać transakcji, dzięki jakiej zwiększymy swoje parametry:
zdrowie, siłę obrażeń od broni, szczęście, udźwig itp. Do tych
wszystkich zabiegów niezbędne są pieniądze pozyskiwane ze
sprzedaży znajdziek, pokonanych wrogów i licznych bonusów.
APOKALIPSA, ODCINEK XXX...
Drugi tryb polega na wykonaniu
specjalnej misji – zostajemy wysłani do elektrowni, aby uruchomić
system namierzający. Rozgrywka różni się jedynie tym, że po
osiągnięciu celu musimy dodatkowo pofatygować się do punktu
ewakuacyjnego, gdyż misja niespodziewanie się komplikuje. Nie mamy
także dostępu do zwykłych sklepów, miast tego dano nam możliwość
zamówienia towarów przez radio i odbioru ich na kolejnych
planszach.
Ostatni moduł, zwany Last Stand,
zawiera dwa pomniejsze tryby: w Time Attack musimy pokonać sześć
coraz to silniejszych fal zombie w jak najkrótszym czasie. Z kolei w
Survival, jak sama nazwa wskazuje, naszym zadaniem jest przetrwać
jak najwięcej nawałnic potworów. Po skończeniu sesji wyniki są
sumowane i porównywane z osiągnięciami graczy z całego świata.
Koniecznie trzeba zaznaczyć, że wszystkie tryby gry można
przechodzić zarówno samodzielnie, jak i w lokalnej kooperacji.
W RÓŻNORODNOŚCI SIŁA
Czym byłaby efektowna apokalipsa
zombie bez odpowiednich pukawek? CSR Studios nie zawiodło i w tym
segmencie oddając nam masę sprzętu podzielonego na kilka grup –
strzelby, snajperki, karabiny maszynowe, bronie energetyczne,
miotacze płomieni, kilka typów granatów... Naprawdę jest w czym
wybierać, z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie. Równie
dobrze ma się sprawa z różnorodnością oponentów. Na swojej
drodze spotkamy zarówno klasyczne, niezbyt rozgarnięte zombiaki,
jak i kreatury poruszające się z zawrotną prędkością,
nieumarłych plujących kwasem lub krwią, porośniętych mackami
nieboszczyków czy też ich płonące, wytrzymałe wersje. Rzecz
jasna oponentów jest zdecydowanie więcej i prezentują wyrównany
poziom.
Graficznie, jak sama nazwa wskazuje,
tytuł składa się z wyraźnych, kolorowych pikseli. Wielbiciele
jakości HD i wieloklatkowych animacji raczej nie zostaną
usatysfakcjonowani. Oczywiście, oprawa wizualna ma swój specyficzny
urok staroszkolnej rozgrywki. Świetnie prezentuje się ścieżka
audio; ośmiobitowe utwory mieszają się z gitarowymi riffami dając
naprawdę interesujący efekt. Dźwięki otoczenia i odgłosy
wystrzałów jak najbardziej wpisują się w klimat całości.
Dead Pixels to produkcja gwarantująca
sporo dobrej zabawy za rozsądną cenę. Proste rozwiązania,
możliwość gry ze znajomymi w kooperacji, słodki posmak retro,
duże pokłady grywalności – to bez wątpienia największe zalety
recenzowanej pozycji. Jeśli chcecie odpocząć nieco od graficznych
fajerwerków i wymagających mechanizmów rozgrywki, Dead Pixels jest
zdecydowanie dobrym wyborem.
Plusy
Prosta, lecz nie prostacka
Wciąga
Niezłe audio, tryb kooperacji
Atrakcyjna cena (ok. 12 PLN)
Minusy
Wtórna i kiepsko poprowadzona fabuła
Brak innowacji
Produkt do recenzji dostarczył producent - CSR Studios

Wygląda ciekawie, taki fajny odmóżdżacz na wieczory w ciepłym domku po pracy :)
OdpowiedzUsuńZa 12 złotych to warto się skusić.
OdpowiedzUsuńNie słyszałem o tej grze, trzeba będzie kiedyś sprawdzić. W sumie nie trzeba nawet czekać na promocje na Steamie, bo gra sama w sobie jest tania :)
OdpowiedzUsuńNa półgodzinne sesje jak znalazł przerwie między większymi produkcjami. No i ten staroszkolny styl, aż miło sobie poprzypominać stare, dobre czasy :)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ze względu na oldschoolowy wyraz i niezobowiązującą rozgrywkę. Trochę szkoda, że twórcy nie wprowadzili sbyt wiele własnych pomysłów, to kalka starszych, aczkolwiek grywalnych gierek. Niemniej jednak tytuł bawi jak należy.
OdpowiedzUsuńChyba się zdecyduje na zakup, bo poluje na to już od jakiegoś czasu, ale do tej pory myślałem, żeby poczekać czy nie będzie w jakimś humble bundle... ale, że gra kosztuje około 10zł, to chyba nie ma się co zastanawiać :p
OdpowiedzUsuń