Na hasło „Harry Potter” mój umysł reaguje mentalną wysypką. Temat magii i czarodziejstwa nigdy mnie nie pociągał, a pomysł na stworzenie jakiejkolwiek historii, w której prym wiedzie wątek szkoły czaroznawstwa i perypetie jego uczniów rzadko bywa pociągający. Z Academagią mam ten problem, że trudno mi określić czym ów twór jest. Mniejsza o to, że wynudziłem się przy nim za wszystkie czasy…
MAGIA, RÓŻDŻKI I INNE PIERDOŁY
EXPECTO PATRONUM?
The Making of Mages jest grą tekstową, w której nie ujrzymy nic oprócz tony literek. Cała zabawa polega na wykreowaniu własnej, unikalnej historii. Brzmi nieźle, prawda? Niestety, ogrom wszelkich opcji i możliwości jest tak przytłaczający, że początkowo nie miałem zielonego pojęcia od czego zacząć. Zewsząd zostałem bezczelnie zaatakowany literkami, parametrami, umiejętnościami, wydarzeniami i Bóg jeden wie czym jeszcze. Sprawę pogarsza fakt, że gra nawet nie stara się wyjaśnić co, jak i dlaczego. Gdybym nie musiał recenzować tej produkcji, już po pięciu minutach rzuciłbym ją w kąt.
Gdy już powoli udało mi się ogarnąć niezbyt intuicyjny interfejs i domyśliłem się co do czego służy, nadszedł czas na zaplanowanie studenckiego terminarza. Każdego dnia tygodnia mamy możliwość wybrania trzech działań, które dostosowujemy do własnego „widzimisię” – możemy pójść na zajęcia z konkretnego przedmiotu, odwiedzić znajomych, popracować nad parametrami postaci, pospacerować po dziedzińcu, zwiedzić różnorakie miejsca i budowle… Rety, czego tu nie ma! Każde nasze działanie niesie ze sobą jakieś konsekwencje – czasem otrzymujemy wzrost statystyk, niekiedy notujemy ich spadek, nabywamy nowe umiejętności, poprawiamy relacje z rówieśnikami lub po prostu nie dzieje się nic. Niektóre akcje determinują losowe wydarzenia np. podczas przechadzki po parku spotykamy nielubianą koleżankę, która wpadła w tarapaty. My musimy zdecydować, czy jej pomożemy, czy też kompletnie zignorujemy sytuację. Nasz późniejszy wybór spowoduje konkretną reakcję, przykładowo – koleżanka zmieni do nas nastawienie, współczynniki postaci ulegną zmianie, w naszym ekwipunku pojawi się nowy przedmiot, itd. Academagia wiele traci na tym, że od razu rzuca nas na głęboką wodę. Gdyby poszczególne działania był dostępne wraz z postępem w rozgrywce, produkcja od razu stałaby się przyjaźniejsza dla gracza. Mając do dyspozycji tak potężne możliwości, w których za Chiny nie idzie się połapać bez wielogodzinnego ich przyswajania, toniemy w morzu dezorientacji.
EXPECTO PATRONUM?
Samo czytanie tekstów jest bardzo kłopotliwe z kilku względów. Niekiedy ich obszerność jest zdecydowanie przesadzona – zanotowałem kilka wydarzeń mających po dziesięć stron bitego tekstu! W połowie trzeciej strony miałem najzwyczajniej w świecie dość, tym bardziej, że te historyjki bywają naiwne i do miana dzieł literackich jest im bardzo daleko. Drugim utrudnieniem jest skandalicznie mała wielkość liter. Co gorsza, rozdzielczości w żaden sposób nie da się zmienić w grze, co skutkuje dotkliwym oczopląsem już po półgodzinnej sesji. Brak polskiej wersji językowej z pewnością odepchnie rodaków do sięgnięcia po ten tytuł. Nawet osoby w znacznym stopniu obeznane z językiem angielskim mogą mieć problemy ze zrozumieniem niektórych wyrażeń i zwrotów. Sam nie raz przepraszałem mój słownik, lecz przy takiej ilości tekstu nie jest to nic dziwnego. Jeśli ktokolwiek porwie się na stworzenie polonizacji tego tytułu, będę go wielbił i wychwalał pod niebiosa.
O grafice nie można napisać zbyt wiele. Wszystko dzieje się na statycznych planszach zmieniających się zależnie od sytuacji. Spodobała mi się trafnie dobrana kolorystyka okien – brązy i różne walory błękitu całkiem nieźle ze sobą współgrają. Zaintrygowała mnie muzyka – nieco orkiestrowe nuty budują ciekawy klimat, choć niektórych z pewnością przytłoczą te wszystkie trąby i skrzypce. Przyznam szczerze, że jest mi żal Academagii, bo jest to pozycja z potężnym potencjałem, który został skutecznie zmarnowany przez wrzucenie wszystkiego naraz do jednego wora. Rzadko się zdarza, że podczas wystawiania oceny jest mi najbardziej w świecie przykro, ale daję dwóję na zachętę. Mam nadzieję, że twórcy pójdą po rozum do głowy i sprawią, że The Making of Mages stanie się przyjazne dla każdego gracza, również cenowo, bo jak na razie te 25 dolarów to jakaś koszmarna pomyłka.




O Jezu, jakie dno... Nie grałem co prawda, ale po lekturze recenzji widzę, że nic nie straciłem. Czemu ludzie wydają takie badziewia? Jeszcze za taką chorą cenę?
OdpowiedzUsuń"grałem"? Zawsze myślałem, że jesteś dziewczyną xD
UsuńGry tekstowe uwielbiam, ale ta zdecydowanie przytłacza stopniem skomplikowania. Tak jak w recenzji napisał autor - żadnego stopniowania dostepności poszczególnych opcji to kategoryczny bład. Szkoda, bo gra naprawde mogły być fajna. A wyszło jak zawsze :)
OdpowiedzUsuń25 dolarów za to coś? Dziękuję, postoję. Mam wrażenie, że twórcy nie do końca zdają sobie sprawę z wartości ich gier...
OdpowiedzUsuńGdzie można to kupić? Nie żebym był jakoś szczególnie zainteresowany, ale w sklepach tego nie widziałem...
OdpowiedzUsuńGra jest dystrybuowana drogą cyfrową, także w sklepach jej nie zobaczysz.
UsuńNie wiem ale poczytam jeszcze coś o tej grze na innycg stronach bo może bym sie skusił
OdpowiedzUsuń