Ads 468x60px

2.01.2013

Recenzja gry Dishonored, czyli ukrywamy się w cieniu!


W zalewie rozmaitych kontynuacji i tytułów bazujących na znanych i lubianych produkcjach, pojawienie się na rynku nowej marki zaczyna urastać do rangi wydarzenia miesiąca. Jest to jednak wytłumaczalne - gracze wolą dostać to, co już widzieli mając pewność, że pozycja z ulubionym bohaterem lub mechaniką rozgrywki z pewnością przypadnie im do gustu. Czy w świecie elektronicznej rozrywki jest miejsce dla Dishonored?

ZNIESŁAWIONY

Okazuje się że tak, bowiem recenzowany tytuł jest dzielnym przedstawicielem gatunku skradanek. Gatunku, który na gwałt potrzebował dobrego reprezentanta, bowiem tego typu gier jest po prostu jak na lekarstwo. Fani legendarnego Thiefa czy też Deus Eksa z pewnością spędzą przy Dishonored masę czasu bawiąc się wyśmienicie, cała reszta powinna pokiwać głowami i stwierdzić: "tak, tego mi było trzeba".

Realia, w jakich toczy się opowieść, są naprawdę ciekawe, sam pomysł na fabułę, choć nieco sztampowy, potrafi wciągnąć. Rzecz dzieje się w czasach, gdy to świat wkracza w epokę przemysłową. Esmond Roseburrow odkrywa niezwykłe właściwości tranu, który jest w stanie zapewnić energię; wkrótce ów surowiec zostaje wykorzystany do celów militarnych przez Antona Sokolova. Esmond zrozpaczony tym faktem postanawia popełnić samobójstwo, przez co Sokolov zyskuje jeszcze większą sławę.




Życie w mieście Dunwall nie należy jednak do beztroskich, bowiem niespodziewanie wybucha Szczurza Plaga dziesiątkująca mieszkańców zmieniając ich w płaczki, czyli swoiste zombie. Miasto zostaje poddane kwarantannie, poszczególne dzielnice odizolowano, by zapobiec rozprzestrzenianiu się odpowiednika dżumy. Tymczasem Sokolov opracowuje lekarstwo mające na celu zredukowanie szansy na infekcję, jednak jego cena jest zatrważająca i niewielu może sobie na nie pozwolić. Cesarzowa Jessamine Kaldwin z całego serca pragnie ulżyć w cierpieniu swojemu ludowi, komuś jednak nie podoba się ten pomysł i w wyniku spisku władczyni ginie. Winą za zabójstwo zostaje obarczony główny bohater - Corvo Attano, który odegra kluczową w rolę w kształtowaniu przyszłości Dunwall.

Zarys fabularny nie brzmi wybitnie, sama opowieść, choć do najgorszych nie należy, jest poprowadzona dość kiepsko. Twórcy co prawda potrafią budować napięcie i zadbali o zwroty akcji, jednak są one strasznie przewidywalne, przez co element zaskoczenia nie robi na graczu wrażenia. Gdyby nie bazowano na sztampowych rozwiązaniach fabularnych i pokuszono się o jakiś powiew świeżości w tej materii, cała opowieść nabrałaby innych barw. Nie można jednak odmówić całości niespotykanego nigdzie indziej klimatu.

PLEJADA BEZOSOBOWOŚCI

Kiepsko także wypadają postacie. Sam Corvo nie należy do bohaterów wybitnych, nie wyróżnia się żadną cechą osobowości, która zapadłaby nam w pamięć. Podobnie jest z postaciami niezależnymi - to zwykli szarzy ludzie knujący intrygi, przepełnieni trwogą i rządzą władzy jednocześnie. Na ich tle wyróżnia się jedynie Babunia Łach, staruszka ze skrzywioną psychiką, która jako jedyna pozostała w mojej pamięci na dłużej. Szkoda, naprawdę szkoda, bo niektórzy NPC-e mieli spore predyspozycje, by stać się dla gracza kimś więcej niż jedynie osobami pełniącymi określoną funkcję w społeczeństwie skalanym przez Plagę.



Motorem napędowym całej zabawy jest tutaj mechanika gry. Muszę przyznać, że tę zrealizowano naprawdę solidnie i produkcja Arkane Studios wciąga jak diabli. Sami decydujemy, w jaki sposób chcemy pokonywać kolejne etapy - możemy zostawić za sobą stosy trupów wybijając każdego co do nogi lub też cicho i niepostrzeżenie przekraść się za plecami oponenta, aby osiągnąć wyznaczony cel. Tutaj gracz ma spore pole do popisu, bowiem do punktu wyjścia prowadzi wiele dróg. Którą obierzemy, zależy tylko i wyłącznie od nas. To sprawia, że do Dishonored chce się wracać, półotwarty świat aż prosi się, aby ponownie zatopić się w jego realiach.

SZCZUREM I MIECZEM

Cały tytuł można przejść bez zabijania kogokolwiek. Taki moduł zabawy ułatwią nam choćby usypiające bełty czy też zakradanie się do przeciwników od tyłu i pozbawianie ich przytomności. Siejąc śmierć i zniszczenie gracz ma nieco większe pole manewru, a to za sprawą rozmaitego arsenału, który może ulepszać wedle upodobań. Pistolet, kusza, pułapki, miecz - do wyboru, do koloru. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze nadprzyrodzone moce, jakimi Corvo jest w stanie dysponować. Nasz protagonista może przywołać stado krwiożerczych szczurów potrafiących w mgnieniu oka pożreć oponenta nie zostawiając po nim nawet kosteczki. Natomiast spowalniając czas dane nam będzie pokombinować nieco z kombosami. Oczywiście moce przydają się także podczas eksploracji i przemierzania plansz, np. dzięki Mignięciu błyskawicznie przeniesiemy się do wybranego miejsca, jeśli tylko zasięg nam na to pozwala. Zdolności te ulepszamy za pomocą ukrytych na mapach run.

Sposób, w jaki osiągamy cele decyduje o poziomie Chaosu. Jego wartość determinuje częstotliwość występowania płaczek i nieprzyjaznych szczurzych plag, które będą nas atakowały. Nasze destrukcyjne działania mają także wpływ na zakończenie gry - w zależności od stylu, jaki obierzemy, ujrzymy nieco inne rozwiązanie historii. Żeby w pełni poczuć satysfakcję z zabawy, trzeba przejść Dishonored minimum dwa razy. Tym bardziej, że decydując się na tryb skradankowy, możemy wykazać się niemałą kreatywnością. Szkoda tylko, że niemal wszystkie misje sprowadzają się jedynie do przejścia z punktu A do punktu B.

Czas co nieco powiedzieć o AI przeciwników. Z jednej strony jest ono naprawdę przyzwoite - kiedy wróg staje się podejrzliwy, zbacza z oskryptowanych ścieżek i przeczesuje rozmaite kąty, by zlokalizować źródło ewentualnego zagrożenia oraz zmienia trasy swojego patrolu, potrafi też zbić się w grupkę i wspólnie przeczesywać teren. Gorzej jednak sprawa się ma, gdy już strażnicy dostrzegą Corvo. Wtedy rzucają się na niego z mieczami jak szczur na padlinę i nie stosują jakichś wymyślnych technik walki. Od czasu do czasu rzucą granatem lub użyją broni palnej, jednak to ostrze jest ich główną bronią.



A walka wręcz nie należy do wybitnych. Nie jest zła, nie zrozumcie mnie źle. Po prostu wydaje się być nieco chaotycznie i topornie zrealizowana, jednak bardzo spodobało mi się to, iż nie trzeba zadawać aż dziesięciu ciosów, aby oponent padł. W zależności od zadanej rany, wróg może polec od jednego pchnięcia w brzuch, bądź dwóch-trzech cięć poprzecznych. Umiejętne wycelowanie z pistoletu lub kuszy także może przynieść natychmiastowy zgon. Mimo to potyczki w zwarciu nie są spektakularne, a ich realizacja nie powoduje u gracza opadu szczęki.

MAŁE, A CIESZY

Z drobniejszych smaczków, jakie możemy dostrzec w Dishonored jest możliwość dostosowania interfejsu do własnych potrzeb. W niektórych produkcjach jego poszczególne elementy są rozmieszczone dość niefortunnie. W produkcji Arkane Studios możemy sami zdecydować, które składniki interfejsu chcemy mieć wyświetlane. Wszystko to można w prosty sposób dostosować z poziomu opcji gry.

Graficznie tytuł prezentuje się ładnie, warstwa artystyczna robi wrażenie i buduje naprawdę intrygujący klimat. Dunwall to ponure, wyniszczone przez zarazę miasto z zabitymi dechami domostwami. Design poziomów zasługuje na uznanie. Może się wydać nieco monotonny, lecz usprawiedliwiają to rozliczne drogi prowadzące do celu oraz chaos spowodowany przez Plagę Szczurów. Gorzej prezentuje się techniczna strona oprawy, niektóre tekstury rażą kiepską rozdzielczością, natomiast szczegółowość map nie imponuje. Nie przeszkadza to jednak w dorzuceniu swoich pięciu groszy do klimatu tytułu. Tym bardziej, że Dishonored nie ma wygórowanych wymagań sprzętowych, ponadto jest fenomenalnie zoptymalizowany. Do warstwy muzycznej nie mam zastrzeżeń, utwory mają dość ponury charakter, dzięki czemu atmosfera jest jeszcze bardziej gęsta i ciężka. Idealnie wpasowuje się do całości produkcji.

Długość gry jest sprawą zależną od tego, czy zdecydujemy się poświęcić czas na szukanie wszystkich amuletów i run, czy też po prostu pognamy przed siebie. Odnalezienie wszystkich ukrytych obiektów przy średnim poziomie chaosu pozwoliło mi ukończyć tytuł mniej więcej w 17 godzin, co jest wynikiem zadowalającym. Nie każdy jednak podejmie się tego wyzwania i znajdą się osoby, które przejdą wszystkie misje w lekko ponad 6 godzin.

Dishonored to naprawdę udany i grywalny tytuł. Jego obecność na rynku cieszy, bowiem wybór skradanek jest zatrważająco niewielki. Czy dziecko Arkane Studios może konkurować z legendarnym Thiefem i Deus Eksem? Może, pod warunkiem, że nastawimy się na nieco inny styl zabawy. Polecam nie tylko wielbicielom krycia się w cieniu, bowiem gra oferuje znacznie więcej, niż tylko skakanie po dachach i przyklejanie się plecami do muru.

Plusy
 Klimat!
 Dowolność wyboru dróg prowadzących do celu
 Wysoka grywalność
 Artystyczna oprawa graficzna i dźwiękowa
                                                                             
Minusy
 Kiepsko poprowadzona fabuła
 Bezbarwne postacie


Premiery stycznia, czyli co zafunduje nam Cenega?


Z hukiem weszliśmy w rok 2013, czas zerknąć, co przygotowała dla nas Cenega w obecnym miesiącu! Jest na co czekać, zapowiedzi jasno sugerują, że w tym roku ciężko będzie nam odejść od ekranów. Skupmy się jednak na styczniu - ilościowego szału nie ma, ale za to jaka jakość!

DmC: Devil May Cry
Platformy: PC, PlayStation 3, Xbox 360
Polski wydawca: Cenega
Premiera: 15.01.2013



DmC przedstawia historię młodego Dantego, odkrywającego co tak naprawdę niesie ze sobą bycie dzieckiem demona i anioła. Podwójne korzenie odciskają swe piętno na bohaterze potrafiącym przywołać anielskie oraz demoniczne moce wedle potrzeby i zmieniać właściwości swojego miecza Rebellion, wpływając tym samym na styl walki oraz przemieszczania się.

Na potrzeby DmC Capcom połączył swe siły z brytyjskim studiem Ninja Theory, znanym z gier akcji zawierających złożone postacie oraz narrację. Kombinacja wiedzy Ninja Theory oraz bezkonkurencyjnego doświadczenia Capcomu w produkcji ukierunkowanych na akcję gier gwarantuje, że najnowsza odsłona serii utrzyma ducha Devil May Cry, jednocześnie zachwycając filmową jakością produkcji.



Ni No Kuni: Wrath of the White Witch
Platformy: PlayStation 3,
Polski wydawca: Cenega
Premiera: 25.01.2013



Ni no Kuni: Wrath of the White Witch to podnosząca na duchu opowieść o chłopcu imieniem Oliver, który wyrusza w podróż do równoległego świata, by przywrócić swą matkę ze zmarłych. Po drodze Oliver poznaje nowych przyjaciół i przygarnia wiele wspaniałych stworzeń zamieszkujących obcy świat, przysposabiając je do walki. Za animację w grze opracowywanej przez firmę LEVEL-5 odpowiada legendarne Studio Ghibli, dzięki czemu gracze otrzymają piękne animacje, a także mistrzowską narrację.

Power Rangers Super Samurai
Platformy: Xbox 360+Kinect
Polski wydawca: Cenega
Premiera: 25.01.2013


Power Rangers Super Samurai pozwoli swoim fanom posiąść Samuraizer, aby zawładnąć wszystkimi mistycznymi żywiołami Ognia, Wody, Nieba, Lasu i Ziemi, które materializują się jako Czerwony, Niebieski, Zielony czy Różowy Rangers.

Trenowanie sztuk walki i zwinność połączone z grupowymi walkami uczą jak wielkie znaczenie ma praca w grupie, przyjaźń i odpowiedzialność w walce z hordami potworów Nighlok. Gracze mogą również odkrywać sekretne przejścia, ukryte poziomy i wskazówki jak pokonać armie zła podczas zbierania wystarczającej ilości Zord-ów, które dadzą dostęp do Samurajskiego Megazorda, potrzebnego do zwyciężenia MegaPotwora raz na zawsze.



1.01.2013

Recenzja gry The Book of Unwritten Tales, czyli po raz kolejny ratujemy świat!


Przygodówki point&click to jeden z nielicznych gatunków, które z biegiem czasu nie uległy trendom. Ich twórcy często nie silą się na oryginalne rozwiązania stawiając na sprawdzoną klasykę w nowoczesnej oprawie. Studio KING Art Games również postanowiło pozostać wierne starym schematom i ich dziełu wyszło to zdecydowanie na dobre. The Book of Unwritten Tales to jedna z najlepszych przygodówek, w jakie przyszło mi grać ostatnimi laty.

(NIE)ZAPISANE HISTORIE

Tematem fabuły jest, a jakby inaczej, walka dobra ze złem. Oklepane? Oczywiście, jednak producencie zadbali o to, aby motyw ten nie emanował banałem, wręcz przeciwnie – niejednokrotnie potrafi zaskoczyć, rozbawić, a nawet nieco zaniepokoić. Rzecz dzieje się w fantastycznym świecie, gdzie magia styka się z rozwiniętą technologią, natomiast na pierwszym planie widnieje straszliwa wojna, którą może zakończyć tajemnicze odkrycie pewnego gremlina. Niestety, ta zła strona mocy szybko się dowiaduje o jego zamiarach i jedyny wybawiciel świata zostaje uprowadzony. Na szczęście korzysta ze sprzyjających okoliczności i powierza swoją tajemnicę pewnej pięknej elfce i niepozornemu gnomowi. Od tej pory losy krainy leżą w ich rękach.



Prócz wspomnianej dwójki, przyjdzie nam także pokierować przezabawnym Zwierzakiem o dość śmiesznym i bliżej niezidentyfikowanym wyglądzie, a także piratem Natem. Muszę przyznać, że portrety postaci są naprawdę rewelacyjne, każde z nich to prawdziwe indywiduum i kopalnia śmiesznych uwag i tekstów. Również bohaterowie drugoplanowi prezentują się niesamowicie, choćby mumia z zanikami pamięci, czy też czarodziej i kupiec lubujący się w grach MMO. Przykłady można mnożyć i dzielić, lecz żaden z nich nie prezentuje spadku formy względem designu.

ŚMIECH NA SALI

W grze znajdziemy całą masę rozmaitych nawiązań do popkultury, co niejednokrotnie wywoła uśmiech na naszych ustach. Osoby obeznane w świecie gier, literatury i filmu szybko wyłapią odpowiednie kwestie, które w satyryczny, aczkolwiek nienachalny sposób wyśmiewają dane dzieła. Niesamowite jest to, ze twórcy pomimo utrzymania raczej humorystycznego tonu, potrafią opowiadać o rzeczach ważnych z kontrastującą powagą. Same dialogi są rewelacyjnie napisane, a perfekcyjny wręcz dubbing i dobór głosów do konkretnych postaci sprawia wrażenie, że pod tym względem wszystko zostało dopięte na ostatni guzik.



Jak na prawdziwą przygodówkę przystało, nie zabrakło zagadek, zbierania przedmiotów, łączenia ich i umieszczania w przeznaczonych do tego miejscach. Łamigłówki nie należą do makabrycznie trudnych, niektóre wydają się być oczywiste, nad resztą trzeba pokombinować nieco dłużej, jednak nie ma siły, aby gracz utknął w jednym miejscu na godzinę czasu, co wypada zdecydowanie na plus. Najwięcej kombinowania będziemy mieli wtedy, gdy przyjdzie nam przejąć kontrolę nad kilkoma bohaterami jednocześnie, wtedy poziom trudności nieco wzrasta, jednak wciąż nie prowadzi do frustracji.

PIĘKNA PRZYGODA

W aspekcie graficznym The Book of Unwritten Tales prezentuje wysoki poziom. Wszystkie tła są ręcznie rysowane, natomiast modele postaci poruszający się po nich odwzorowano w pełnym trójwymiarze. Ponadto każdy etap bogaty jest w rozmaite smaczki i detale, z którymi możemy wejść w interakcję. Każdy taki obszar opatrzony jest komentarzami, często zabawnymi, przez co warto przeszukiwać każdy zakamarek w poszukiwaniu wskazówek i informacji odnośnie świata gry, dzięki którym bardziej wsiąkamy w uniwersum recenzowanej produkcji. Co do warstwy muzycznej nie można mieć większych zastrzeżeń – audio dorzuca swoje trzy grosze do klimatu pozycji sam dubbing zaś, o czym już wspomniałem, jest prześwietny.



Ciężko wskazać w TBoUT jakieś sensowne wady, które nie tonęłyby w zalewie pozytywów. Można jedynie zwrócić wagę na brak drobnych dogodności jak niemożność postaci do szybkiego poruszania się. Może fabule brakuje nieco gwałtownych zwrotów akcji, a samo zakończenie mogłoby być lepiej skonstruowane, ale to naprawdę drobnostki nie wpływające zbytnio na przyjemność obcowania z dziełem niemieckiego studia.

W ogólny rozrachunku tytuł jest jednym z najlepszych przedstawicieli gatunku z akcentem humorystycznym, w jakie dane mi było grać w ostatnich latach. To pełna humoru, inteligentnie poprowadzona przygoda, w którą wsiąka się od pierwszych minut. Jak najbardziej polecam, zwłaszcza że cena nie odstrasza, a jej stosunek do jakości aż prosi się o to, by czym prędzej zdjąć swój egzemplarz ze sklepowej półki. Polecam najusilniej!

Plusy
 Świetna historia i postacie!
 Nienachalny humor
 Oprawa audiowizualna
 Wyważony poziom trudności
                                                                             
Minusy
 Drobne niedogodności



Grę do recenzji dostarczyła firma IQ PUBLISHING