Ads 468x60px

7.01.2013

Recenzja gry Academagia: The Making of Mages, czyli czarujemy w bólu!



Na hasło „Harry Potter” mój umysł reaguje mentalną wysypką. Temat magii i czarodziejstwa nigdy mnie nie pociągał, a pomysł na stworzenie jakiejkolwiek historii, w której prym wiedzie wątek szkoły czaroznawstwa i perypetie jego uczniów rzadko bywa pociągający. Z Academagią mam ten problem, że trudno mi określić czym ów twór jest. Mniejsza o to, że wynudziłem się przy nim za wszystkie czasy…



MAGIA, RÓŻDŻKI I INNE PIERDOŁY

The Making of Mages jest grą tekstową, w której nie ujrzymy nic oprócz tony literek. Cała zabawa polega na wykreowaniu własnej, unikalnej historii. Brzmi nieźle, prawda? Niestety, ogrom wszelkich opcji i możliwości jest tak przytłaczający, że początkowo nie miałem zielonego pojęcia od czego zacząć. Zewsząd zostałem bezczelnie zaatakowany literkami, parametrami, umiejętnościami, wydarzeniami i Bóg jeden wie czym jeszcze. Sprawę pogarsza fakt, że gra nawet nie stara się wyjaśnić co, jak i dlaczego. Gdybym nie musiał recenzować tej produkcji, już po pięciu minutach rzuciłbym ją w kąt.





Gdy już powoli udało mi się ogarnąć niezbyt intuicyjny interfejs i domyśliłem się co do czego służy, nadszedł czas na zaplanowanie studenckiego terminarza. Każdego dnia tygodnia mamy możliwość wybrania trzech działań, które dostosowujemy do własnego „widzimisię” – możemy pójść na zajęcia z konkretnego przedmiotu, odwiedzić znajomych, popracować nad parametrami postaci, pospacerować po dziedzińcu, zwiedzić różnorakie miejsca i budowle… Rety, czego tu nie ma! Każde nasze działanie niesie ze sobą jakieś konsekwencje – czasem otrzymujemy wzrost statystyk, niekiedy notujemy ich spadek, nabywamy nowe umiejętności, poprawiamy relacje z rówieśnikami lub po prostu nie dzieje się nic. Niektóre akcje determinują losowe wydarzenia np. podczas przechadzki po parku spotykamy nielubianą koleżankę, która wpadła w tarapaty. My musimy zdecydować, czy jej pomożemy, czy też kompletnie zignorujemy sytuację. Nasz późniejszy wybór spowoduje konkretną reakcję, przykładowo – koleżanka zmieni do nas nastawienie, współczynniki postaci ulegną zmianie, w naszym ekwipunku pojawi się nowy przedmiot, itd. Academagia wiele traci na tym, że od razu rzuca nas na głęboką wodę. Gdyby poszczególne działania był dostępne wraz z postępem w rozgrywce, produkcja od razu stałaby się przyjaźniejsza dla gracza. Mając do dyspozycji tak potężne możliwości, w których za Chiny nie idzie się połapać bez wielogodzinnego ich przyswajania, toniemy w morzu dezorientacji.


EXPECTO PATRONUM?

Samo czytanie tekstów jest bardzo kłopotliwe z kilku względów. Niekiedy ich obszerność jest zdecydowanie przesadzona – zanotowałem kilka wydarzeń mających po dziesięć stron bitego tekstu! W połowie trzeciej strony miałem najzwyczajniej w świecie dość, tym bardziej, że te historyjki bywają naiwne i do miana dzieł literackich jest im bardzo daleko. Drugim utrudnieniem jest skandalicznie mała wielkość liter. Co gorsza, rozdzielczości w żaden sposób nie da się zmienić w grze, co skutkuje dotkliwym oczopląsem już po półgodzinnej sesji. Brak polskiej wersji językowej z pewnością odepchnie rodaków do sięgnięcia po ten tytuł. Nawet osoby w znacznym stopniu obeznane z językiem angielskim mogą mieć problemy ze zrozumieniem niektórych wyrażeń i zwrotów. Sam nie raz przepraszałem mój słownik, lecz przy takiej ilości tekstu nie jest to nic dziwnego. Jeśli ktokolwiek porwie się na stworzenie polonizacji tego tytułu, będę go wielbił i wychwalał pod niebiosa.



O grafice nie można napisać zbyt wiele. Wszystko dzieje się na statycznych planszach zmieniających się zależnie od sytuacji. Spodobała mi się trafnie dobrana kolorystyka okien – brązy i różne walory błękitu całkiem nieźle ze sobą współgrają. Zaintrygowała mnie muzyka – nieco orkiestrowe nuty budują ciekawy klimat, choć niektórych z pewnością przytłoczą te wszystkie trąby i skrzypce. Przyznam szczerze, że jest mi żal Academagii, bo jest to pozycja z potężnym potencjałem, który został skutecznie zmarnowany przez wrzucenie wszystkiego naraz do jednego wora. Rzadko się zdarza, że podczas wystawiania oceny jest mi najbardziej w świecie przykro, ale daję dwóję na zachętę. Mam nadzieję, że twórcy pójdą po rozum do głowy i sprawią, że The Making of Mages stanie się przyjazne dla każdego gracza, również cenowo, bo jak na razie te 25 dolarów to jakaś koszmarna pomyłka.


Plusy
 Sposobność do stworzenia własnej historii
 Ogrom możliwości...
                                                                             
Minusy
 ...które przytłaczają
 Nieczytelna i nieprzyjazna dla gracza
 Nuda, monotonia, zmarnowany potencjał
 Cena z kosmosu

4.01.2013

TOP GRA: The Critter Chronicles!

Po sukcesie The Book of Unwritten Tales wydanie kolejnej części było tylko kwestią czasu. Już 13 stycznia za sprawą firmy IQ Publishing na polskim rynku ukaże się prequel ten rewelacyjnej przygodówki!

The Critter Chronicles to prequel do The Book of Unwritten Tales, najlepszej gry przygodowej ostatnich czasów. Wydana w październiku pierwsza część wciągających po uszy przygód 4 bohaterów w świecie Aventasii została niezwykle ciepło przyjęta przez graczy i media branżowe. Zrecenzowana przez ponad 50 serwisów w Polsce, otrzymała wyjątkowo wysokie noty a średnia wszystkich polskich recenzji przekroczyła rekordowy poziom 90%! Tym samym gra trafiła do panteonu najlepszych gier przygodowych. Bezspornie, The Book of Unwritten Tales w edycji standardowej lub Edycji Kolekcjonerskiej (z dodatkową płyta audio z soundtrackiem, filmem making of, 48 stronicową książeczką ilustrująca proces powstawania gry oraz 2 widokówkami z gry) to prawdziwa gratka dla fanów za niewygórowaną cenę.

The Critter Chronicles, podobnie jak pierwsza część opowieści, bazuje na modelu point & click. To czym wyróżnia się wśród innych gier jest niepowtarzalna, wszechobecna zabawna, humorystyczna konwencja odwołująca się popkultury - popularnych filmów, książek, gier. Pastisz, satyra i unikalny dowcip towarzyszą bohaterom gry na każdym kroku!

W grze przeniesiemy się w świat Aventasii, znanej z The Book of Unwritten Tales. Wraz z Nate’em Bonnetem, awanturnikiem i dzielnym podróżnikiem oraz Zwierzakiem, zabawnym, kudłatym stworem, zwiedzimy przepiękną, baśniową krainę – od Północnych Krain do Wieży Maga w Kamieniu Morskim.

  • Poznaj bohaterów Avantasii sprzed wydarzeń przedstawionych w The Book of Unwritten Tales.
  • Graj jako Nate lub Zwierzak. Któremu z nich poświęcić więcej czasu?
  • Poznaj nowych mieszkańców Avantasii np. Petrę, aktywistkę walczącą o prawa zwierząt lub schizofrenicznego Yeti… i mnóstwo nowych krewnych Zwierzaka!
  • Wybierz swój własny poziom trudności – normalny (dla początkujących) lub trudny (dla „wyjadaczy” przygodówek).
  • Wpadnij po uszy w ekscytujący świat przygotowany w wysokiej rozdzielczości, z zaawansowanymi animacjami i klimatycznymi efektami dźwiękowymi.
  • …i zarezerwuj aż 10 -12 godzin na tę niepowtarzalną przygodówkę!


Recenzja gry Trainz Symulator 12, czyli jedzie pociąg z daleka!

Seria Trainz to seria z tradycjami. Obok niej na przestrzeni lat pojawiło się jeszcze mnóstwo innych pozycji, w których główną atrakcją była jazda pociągiem i odpowiednie układanie torów. Niektóre z tych tytułów potrafiły wciągnąć, niektóre odstraszały nudą. Jak się ma sprawa z Trainz Symulator 12?

POCIĄGAJĄCY POCIĄG

Pierwszy kontakt z każdym symulatorem nie może obejść się bez przejścia samouczka. To właśnie tutaj uczymy się zarówno podstaw gry, jak i bardziej zaawansowanych mechanizmów zabawy. W TS 12 tutorial został zrealizowany poprawnie – system jasno wyjaśnia nam, co i jak powinniśmy robić, aby w pełni cieszyć się z contentu produkcji. Lojalnie uprzedzam – jeśli nigdy nie byliście pasjonatami poprzednich odsłon cyklu, ta również nie przypadnie Wam do gustu. Dlaczego? Ponieważ rozgrywka jest powolna, dość skomplikowana i fanów akcji okraszonych toną fajerwerków z pewnością nie zadowoli nawet w najmniejszym stopniu.


Już podczas samouczka dowiadujemy się, że bycie maszynistą do łatwych zawodów nie należy. Musimy zwracać uwagę na takie aspekty prowadzenia żelaznego kolosa jak odpowiednia prędkość, prawidłowe przestawianie zwrotnic, dokładna obserwacja terenu oraz umiejętne hamowanie. Wbrew pozorom najzwyklejsze zatrzymanie pociągu na peronie do łatwych zadań nie należy, wymaga to bowiem wyczucia i praktyki. Oczywiście, możemy cały czas napierać do przodu i stawać sto metrów za peronem, ale taka zabawa kompletnie mija się z celem.

TOROWANIE TORÓW

Twórcy przygotowali dla graczy 27 różnych tras osadzonych zarówno w Europie oraz USA, jak i Azji. Co więcej, są one dość realistycznie odwzorowane i mają swoje odpowiedniki w realnym świecie. Na każdej z tras mamy do wykonania konkretne cele (np. dostawa poczty pod wskazane miejsce), choć zadania są dość schematyczne i bez zbędnych udziwnień. Jeśli ilość domyślnych plansz nie spełnia Waszych oczekiwań, za pomocą dołączonego edytora możecie sami stworzyć własne trasy od podstaw. Ten nie jest nader skomplikowany i zabawa w projektanta może się podobać.

Auran starało się jak najbardziej urozmaicić rozgrywkę. Samych pociągów, jakimi przyjdzie nam pokierować, jest kilka rodzajów – od zwykłych osobówek, po maszyny stricte towarowe. Co ciekawe, posiadają one różne silniki (spalinowe, elektryczne bądź parowe), co wpływa na sposób jazdy. Wszystko obserwujemy z kilku możliwych ustawień kamery, natomiast na otoczenie możemy rzucić okiem nawet z poziomu helikoptera. Wszystko to okraszono także zmiennymi warunkami pogodowymi.


PO SZYNACH DO CELU

Pod kątem rozgrywki mam dwa, dość istotne, zarzuty. Przede wszystkim konieczność ograniczania prędkości to bujda. Niejednokrotnie jechałem szybciej, niż powinienem i nie uświadczyłem w tym aspekcie żadnych konsekwencji. Kiedy maszyna powinna już dawno wykoleić się i runąć w przepaść, jechała w najlepsze za nic mając sobie systemowe ograniczenia. Drugim problemem jest czas wymagany do przejechania poszczególnych tras. Pokonanie niektórych trwa godzinę, innych aż trzy. Jak łatwo zgadnąć, gra szybko potrafi znudzić i przytłoczyć monotonią.

Trainz Symulator 12 nieco zawodzi pod względem technicznym. Choć tytuł nie ma zbyt wygórowanych wymagań sprzętowych, to jednak przed rozpoczęciem gry warto zaopatrzyć się w mocniejszego peceta. Niejednokrotnie tytuł potrafił chrupnąć, zwłaszcza podczas oddaleń kamery. Grafika jest mocno nierówna, niektóre tekstury mogą powodować nocne koszmary, inne z kolei zaskakują swoją bardzo wysoką rozdzielczością. W ogólnym rozrachunku jednak oprawa nie należy do pięknych, często jest kanciasto i pikselowo. Elementy otoczenia niczym nie zaskakują, a szkoda. Muzycznie jest słabo, sprawę nieco ratują odgłosy dobiegające z pociągu. Muszę przyznać, iż brzmią naprawdę realistycznie.

TS 12 z pewnością nie jest tytułem dla każdego. To ciekawy, rozbudowany symulator jazdy pociągiem, ale nic więcej. Tryb multiplayer, choć intrygujący i ciekawy, świeci pustkami i ciężko liczyć na pasjonującą rozgrywkę z wirtualnymi graczami. Jeśli interesujecie się tego typu produkcjami i zawsze chcieliście poczuć się jak rasowy maszynista – bierzcie w ciemno. Jeśli nie, bez żalu obejdźcie tytuł z daleka.


Plusy
 Prawdziwa gratka dla fanów serii!
 W końcu jest multi i niezły edytor
 Sporo tras i typów pociągów
                                                                             
Minusy
 Marna grafika
 Monotonia
 Zbyt długie trasy