Ads 468x60px

20.09.2012

Recenzja gry Legio, czyli wędrujemy po fantastycznej szachownicy!

Nie sztuką jest kopiować pomysły z innych produkcji i wcielać je do własnych. Artyzmem nie jest bazowanie na sprawdzonym pomyśle, ani wyciąganie esencji z hitowych produkcji i opieranie się na trafnych rozwiązaniach. Kunsztem jest stworzenie zjadliwego produktu oblanego oryginalnym sosem, który każdy zna, a jednak walory smakowe będą o niebo lepsze. Twórcy recenzowanej gry, Ice Game Studios, co prawda dodali od siebie szczyptę pieprzu, ale poza tym nie wprowadzili do rozgrywki nic nowego. Ba! Można pokusić się o stwierdzenie, że ją kompletnie spłycili.


MARNE SZACHY
Pierwsze spojrzenie na Legio wywołało lekki uśmiech na mojej twarzy. Początkowo myślałem, że to… trójwymiarowe szachy. Tak (niestety) nie jest, produkcja wydana przez Paradox Interactive to marna kopia walk znanych z serii Heroes of Might&Magic, czy też King’s Bounty: Legenda. Na dość obszernej planszy podzielonej na kwadratowe pola ustawione są jednostki dwóch drużyn. Zabawa podzielona jest na dwie rundy, przed każdą z nich gracz ma do dyspozycji 25 punktów, za które może wybrać sobie jednostki, jakie będą uczestniczyły w potyczce. Ich ilość jest ściśle ograniczona, a każda kreatura do przywołania wymaga określonej liczby punktów. Wojsk jest jak na lekarstwo – każdy team ma do dyspozycji raptem siedem rodzajów fantastycznych stworzeń m.in. rycerzy, łuczników, asasynów, czy też mnichów. Ubogość tego aspektu można by było przeboleć, gdyby wprowadzono choć najprostszy system awansu jednostek – tutaj takowego nie uświadczymy. Cała gra to zwykłe potyczki, które ani nie są pasjonujące, ani zabawne.


ODGRZEWANA IDEA

Zakres działań jednostek jest standardowy dla turowych gier tego typu. Stworzenia mogą się przemieszczać określoną ilość pól (nie ma żadnych punktów akcji, przez co nawet ruch o jeden kwadrat kończy turę), rycerze walczą w zwarciu, łucznicy z dystansu, czarnoksiężnik rzuca zaklęcie obszarowe i zamienia swych egzekutorów w żabę, natomiast mnich leczy sojuszników. Oczywiście każda kreatura ma kilka parametrów, które ją cechują – atak, obrona, punkty życia i zasięg, ale przecież to standard. Jedyne, co łączy każdy atak jednostek to ciekawa innowacja, jaką jest konieczność celowania. Odbywa się ono poprzez wciśnięcie przycisku myszy w odpowiednim momencie, gdy kołowy wskaźnik znajdzie się w centrum. To w zasadzie jedyny oryginalny aspekt tej produkcji, nawet udany, ale to niestety za mało, żeby popaść w zachwyt. Bolączką łuczników jest kompletna ślepota, gdy cokolwiek blokuje im widoczność celu. Nie potrafią strzelać ponad głowami sojuszniczych oddziałów, co czyni ich kompletnie bezużytecznymi w przypadku nagromadzenia wojsk do walki w zwarciu. Brak jakiejkolwiek magii kłuje w oczy, tutaj poza bijatyką między dwoma oddziałami nie ma nic do roboty. O kampanii można zapomnieć, zero rozwoju bohatera (którego obecność ogranicza się do łażenia tam i z powrotem z tyłu planszy), żadnych ciekawszych nowinek. Irytujące są także oszustwa komputera. Nim zaczniemy potyczkę, mamy do wyboru trzy poziomy trudności, jednak bez względu na to, jakiego wyboru dokonałem, komputer nie tylko grał najlepiej jak umie, ale też wybierał jednostki najskuteczniejsze w walce z moimi. Nie narzekam tutaj na stopień trudności, ale na fakt, że wybór oddziałów obu graczy powinien odbywać się w tym samym czasie, tymczasem ewidentnie tak nie jest. Oczywiście, każda potyczkę można wygrać, jeśli się odpowiednio rozegra pojedynek, jednak samo przeświadczenie, że komputer nagminnie kantuje zniechęca do zabawy.


TECHNICZNIE NIESPECJALNA

Gra oferuje tryb hot seat, który także nie wydłuża żywotności produkcji. Potencjalnie zabawa z drugim graczem przy jednym komputerze powinna być bardziej satysfakcjonująca, jednak po dwóch partiach ze znajomym mieliśmy kompletnie dość. Istnieje także możliwość zabawy online, ale w tę produkcję praktycznie nikt nie gra i znalezienie partnera do potyczki po drugiej stronie ekranu graniczy z cudem. W tej materii Legio umarło szybciej, niż ujrzało światło dzienne. Jak ma się sprawa z grafiką? Nie jest najgorzej, ale nie ma się czym zachwycać. Animacje jednostek w ruchu i ataku da się przeboleć, ale sposób, w jaki padają na ziemię martwi wygląda kuriozalnie. Muzycznie produkcja prezentuje się miałko – na audio po krótkim czasie przestałem zwracać uwagę, nie znalazłem w nim niczego, co by mogło przykuć moją uwagę. Nie dotyczy to jednak odgłosu wojsk, które są diabelnie irytujące i miałem ich najzwyczajniej w świecie dość po kilku minutach gry.

OGÓLNIE MIERNIE

Po kilku przymusowych godzinach spędzonych z Legio miałem ochotę czym prędzej pozbyć się go z dysku twardego. Najbardziej boli kompletnie zmarnowany potencjał pozycji, wystarczyło wprowadzić choć prostą kampanię i system rozwoju bohatera/jednostek, by nieco uatrakcyjnić rozgrywkę. Niestety, twór Ice Game Studios jest nudny, powtarzalny i schematyczny, obcowanie z nim nie daje satysfakcji, co tyczy się także rozgrywki wieloosobowej. Naprawdę szkoda, bo z Legio można było wyciągnąć o wiele więcej, a jedna nowinka w postaci systemu celowania nie zatrze negatywnego wrażenia. W dystrybucji cyfrowej gra kosztuje niespełna dziesięć euro. Stosunek cena/jakość wypada naprawdę blado. Pieniądze można dużo lepiej zagospodarować, dlatego nie polecam zakupu Legio.

  • + System celowania
  • - Zmarnowany potencjał
  • - Powtarzalność i nuda
  • - Uboga
  • - Żałosne odgłosy jednostek
OCENA
3.5

 

4 - ilość komentarzy:

  1. Anonimowy21:15

    Pierwsze slysze o tej grze. Wygląda fajnie no ale wygląd to nie wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kupiłem na GamersGate, nie popełniajcie tego błędu co ja xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Afterfall15:29

    Skąd ty to wytrzasnąłeś? xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy20:22

    Zapowiada sie na fajna grę taktyczna, ale jak widać twórcy skopali gameplay

    OdpowiedzUsuń