Ads 468x60px

23.08.2012

Recenzja gry Lowrider Extreme, czyli tuningujemy lowridery!

Czego można oczekiwać od gry samochodowej z kiosku za dziesięć złotych? Lowrider Extreme (wydane także pod nazwą Ride’em Low) nie oferuje licencjonowanych samochodów, masy różnorodnych tras, wymagających przeciwników, rajdów z licznymi oponentami oraz efektownego modelu zniszczeń. W zasadzie trudno powiedzieć, co tak naprawdę może sprawić, aby przeciętny gracz z zamiłowaniem pocinał w tę produkcję, nie mówiąc już o amatorach wyścigów z prawdziwego zdarzenia. Cóż, recenzowana pozycja to nic innego jak niszowy tytuł przeznaczony dla fanów lowriderów. I mam wrażenie, że tylko miłośnik tego typu samochodów będzie w stanie docenić tę grę. Dlatego postaram się nieco wypośrodkować swoje suche opinie.

GIGANT NA SZOSIE…

Przygodę z trybem kariery rozpoczynamy z zabójczą sumą 3500 złotych. Szybko musimy się pozbyć tych funduszy, gdyż pierwszą czynnością jaką przyjdzie nam wykonać, jest wycieczka do salonu samochodowego. Nie ujrzymy w nich najnowszych modeli Ferrari, czy też BMW – tutaj do wyboru mamy dwanaście archaicznych pojazdów, począwszy od Victory 201, na Impalerze kończąc. Zapewne te nazwy nic wam nie mówią, więc spieszę z wytłumaczeniem – twórcy nie pokusili się o licencję na auta, stąd też te wydumane nazewnictwo. Na szczęście wygląd pojazdów ewidentnie sugeruje, jaka maszyna imituje Fiata 125p, czy też Moskwę. Dlatego też fani lowriderów będą wniebowzięci – w końcu mogą pobawić się swoimi ukochanymi cackami, tak bezczelnie pomijanymi przez twórców gier samochodowych.

Gdy już dokonamy wyboru, którym wozem będziemy podbijać szosy, czas przenieść się na trasę, aby dokopać słabszym. Nasz pogromca dróg i autostrad staje na poboczu, a my czekamy na pierwszą ofia… przeciwnika. Piszę to nieco ironicznie, jednak poziom trudności jest tak skandalicznie niski, że naprawdę nie trzeba być filozofem, aby bez trudu pokonać wroga. Kiedy podjedzie do nas potencjalny konkurent, my akceptujemy wyzwanie, ustalamy stawkę i po szybkim losowaniu wariantu trasy wyruszamy po chwałę.

SCHEMATYZM 4x4

Do wyboru mamy trzy trasy, a wspomniane losowanie wariantów to jedynie ustalenie ich długości. Scenerie są okropnie monotonne i nudne, wszystko wygląda tak samo nieatrakcyjnie. Na pierwszej trasie, w której jedziemy cały czas prosto(!) nie widać jeszcze fatalnego aspektu produkcji, jakim jest model jazdy. Dopiero później odkrywamy, jak bardzo gra kuleje pod tym względem. Do wyścigów niemalże nie trzeba się przykładać, kierowanie pojazdem jest niewymagające, a co za tym idzie, gracz nie angażuje się w rozgrywkę i szybko zaczyna się nudzić. Doliczając do tego wspomniany niski poziom trudności i monotonię otoczenia, wychodzi mieszanka wybuchowa w postaci kompletnego znudzenia i kanonady ziewów.

Twórcy wyraźnie postawili na zupełnie inny element, który starali się dopieścić. Chodzi o tuning, którego realizacja może nie zasługuje na owacje na stojąco, jednak w tej materii nie jest źle. Opcji ulepszania pojazdu jest sporo, jeśli fundusze pozwolą nam na zakupowe szaleństwo, możemy sprawić sobie niezłego potwora. Ilość części zamiennych jest wystarczająca, by mieć w czym wybierać, tym bardziej, że do różnych aut przeznaczone są inne komponenty. Prócz modernizacji części zwiększających osiągi naszego wozu, możemy popracować także nad jego wyglądem: zmienić lakier, ustalić jego połysk, czy też sprawić sobie wypasione felgi. Amatorzy tego typu atrakcji z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie.

ŚREDNIO NA JEŻA

Graficznie Lowrider Extreme prezentuje się mocno przeciętnie. Nie uświadczymy tu żadnych efektownych elementów wizualnych, jednak da się na to patrzyć. Na pochwałę zasługuje dość wierne odwzorowanie modeli pojazdów. Dużo gorzej jest z dźwiękiem, który wyłączyłem po godzinie zabawy. Nigdy nie byłem fanem hiphopowych rytmów, jednak tandeta, jaka w konwulsjach próbowała się wydostać z moich głośników jest istnym koszmarem. Muzykę układano chyba w jakimś darmowym programie do tworzenia ścieżek audio. Okropieństwo.

Prócz trybu kariery możemy jeszcze pobawić się w innych wariantach gry. Dance polega na rytmicznym skakaniu zgodnie z pokazującymi się strzałkami, w trybie Hop musimy jak najwyżej podrzucić przód auta wykorzystując hydrauliczne zawieszenie, z kolei w zabawie Freestyle wykonujemy rozmaite triki. Niestety, te elementy produkcji nie są zrealizowane zbyt atrakcyjnie i również bardzo szybko znudzą się pospolitemu graczowi.

Lowrider Extreme jest produkcją dla pasjonatów. Ja niestety nim nie jestem, dlatego też wypośrodkowałem ocenę. Fani mogą spokojnie dodać sobie do noty dwa-trzy oczka, rajdowi wyjadacze tyle samo odjąć. Symboliczna dycha nie jest jakimś koszmarnym wydatkiem i cena mimo wszystko sprawia, że można zainteresować się tą nudną, choć dla niektórych być może atrakcyjną produkcją. We mnie wciąż tkwi obojętność, choć do gry już nie wrócę.

  • + Sporo opcji tuningu
  • + Gratka dla pasjonatów
  • - Schematyczne lokacje
  • - Mało tras
  • - Nuda!
  • - Koszmarne audio
OCENA
5

2 - ilość komentarzy:

  1. Afterfall15:37

    T gra jest berznadziejna, caly czas jezdzisz po prostej drodze, lol oO

    OdpowiedzUsuń