Fabuła gry opowiada o dziewczynie posiadającej niesamowite zdolności – potrafi zobaczyć to, czego zwykły pospolity człowiek nie dostrzega. W końcu pojawia się zagrożenie ze strony samego diabła ukrywającego się pod nazwą Legion. Zło ma wiele twarzy, stąd też ten cytat zaczerpnięty z Biblii, jak tłumaczą twórcy. O wszystkim dowiadujemy się od ducha naszej zmarłej matki, która za pomocą swoich rad chce powstrzymać niecnego złoczyńcę. Nie czarujmy się – fabuła jest tak samo pasjonująca jak podziwianie świata przez dziurkę w pączku. Ale tego typu produkcje przyzwyczaiły mnie już do kompletnej sztampy i nikłej wartości warstwy fabularnej.
Samych bohaterów drugoplanowych jest jak na lekarstwo i zostali przedstawieni mocno szczątkowo. Najciekawiej zapowiadający się Legion ukazany został jako zwykły facet, który swoją gadką doprowadza do szału. Trzeba jednak oddać należne mu honory w materii voice actingu, bowiem osoba, która go dubbingowałą stanęła na wysokości zadania, czego nie można powiedzieć o całej reszcie tej garstki ludzi wcielających się w pozostałe postacie.
ODKRYTE OBIEKTY...
Choć Red Crow Myteries promowane jest jako hidden object, to w rzeczywistości ukrytych obiektów jest tu jak na lekarstwo. W zasadzie szukamy tylko tego, co przyda nam się później do uruchomienia jakichś drzwi lub otworzenia skrytek. Często w takich grach zostajemy wyrzuceni na plansze pełne różnych śmieci z długą listą itemów do odnalezienia, tutaj tego niestety zabrakło. Co gorsza, przedmioty wcale nie są tak dobrze schowane i nie trzeba specjalnie się silić, aby je dostrzec. Tym samym idea gatunku leci na łeb, na szyję.
Twórcy położyli nacisk na inny aspekt i oddali w nasze ręce całą masę łamigłówek logicznych. Bywa że na jednej planszy jest ich kilka i trzeba rozwiązywać je stopniowo. Poziom trudności zagadek jest średni, czasami trafi się jakaś banalna zagwozdka, którą można przejść w minutę, lecz niekiedy przyjdzie nam zmierzyć się z bardziej wymagającą zabawą logiczną. Szkoda tylko, że na upartego ich większość można pokonać metodą prób i błędów, choć czasami ta prastara metoda zajmuje zbyt wiele czasu. Same zagadki są różnorodne – począwszy od naciskania przycisków w odpowiedniej kolejności i układaniu rozsypanych fragmentów obrazu w jedną całość, po łączenie trzech symboli w jednym rzędzie, co przypomina klasycznego Bejeweleda.
STATYCZNIE
Graficznie produkcja prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka, tła są naprawdę atrakcyjne, a zastosowana kolorystyka żywa, momentami mroczna i ponura. Dużo gorzej wypadają cut-scenki, które składają się ze statycznych plansz. Twórcy na siłę chcieli je jakoś ożywić w konsekwencji czego poszczególne sceny akcji wyglądają wręcz kuriozalnie. Do gustu natomiast przypadł mi design lokacji – odwiedzimy głównie opuszczone domy, ale każdy z nich ma własny klimat, co dodaje tytułowi dobrego smaku.
Rozgrywka może odbywać się na trzech głównych poziomach trudności. Na Easy bardzo szybko regeneruje się nasz przycisk podpowiedzi oraz guzik Skip odpowiedzialny za omijanie zagadek, z kolei miejsca, z którymi możemy wejść w interakcję co jakiś czas się podświetlają. Na Medium sprawa wygląda podobnie z wyłączeniem ostatniego „ułatwiacza”. Dużo trudniej jest na najwyższym stopniu trudności, gdzie wszystkie podpowiedzi regenerują się bardzo wolno oraz nie dysponujemy panelem z listą przedmiotów do odnalezienia. I mimo wszystko polecam bawić się właśnie w ten sposób, bowiem dopiero wtedy same szukanie itemów staje się jakimkolwiek wyzwaniem. Bardziej wymagający gracze mają szansę dobrać poszczególne ustawienia decydując się na level Custom.
Warstwa muzyczna stoi na przyzwoitym poziomie, w tle słyszymy klimatyczne utwory, które świetnie dopełniają atmosferę Red Crow Mysteries. Nie są one co prawda mistrzowskie i w sumie żaden z nich nie zapadł mi w pamięć na dłużej, jednakże umilają czas spędzony z grą. A ten niestety jest bardzo krótki, bowiem całość można przejść w około dwie godziny, a starzy wyjadacze gatunku z pewnością zaliczą tytuł w lekko ponad godzinkę.
Reasumując – Legion jest dość przeciętnym przedstawicielem tego typu gier. Duża ilość zagadek logicznych cieszy, ale samych obiektów do odnalezienia jest zatrważająco mało. Miałka fabuła i sposób jej przedstawienia nie należą do wybitnych. Mimo to pograć można, by nieco rozruszać nasze szare komórki. Problemem pozostaje cena – siedem euro za dwie godziny zabawy to dla rodaków z pewnością zbyt wygórowana suma. Tym bardziej, że mamy do czynienia z typowym średniakiem.
- + Ogrom zagadek logicznych
- + Ładne tła
- + Wymaga myślenia
- - Mało ukrytych obiektów
- - Miałka fabuła
- - Zakończenie spada z nieba
- - Krótka
OCENA
5
5



Big Fish robi najlepsze hidden objecty :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się :)
Usuń