BIURO WIKINGÓW ZAGINIONYCH
Bezsprzecznie tak, nowy add-on do KB to kawał solidnej produkcji. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z tym samym, co wcześniej dane nam było uświadczyć, okraszone nową fabułą, lokacjami, postaciami i rozmaitymi pomniejszymi dodatkami. Nie ma tu żadnej rewolucji ani w sferze gameplayu, ani pod względem oprawy wizualnej. Dlatego jeśli King's Bounty zawsze Cię odpychało, powinieneś zapomnieć o istnieniu Warriors of the North.
Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Olaf z rodu Northlingów, mężny i dzielny Wiking, któremu niestraszny żaden demon i nieumarły. To właśnie plaga wskrzeszonych zwłok będzie głównym przedmiotem eksterminacji naszego protagonisty. Fabuła jednak jest zdecydowanie bardziej skomplikowana - niejednokrotnie będziemy świadkami nagłych zwrotów akcji, zdrady przyjaciół i wszędobylskiej śmierci. To wszystko ponownie oprószono nutką baśni, dzięki czemu dane jest nam uczestniczyć w niesamowitej przygodzie.
Tym bardziej, że dialogi czyta się naprawdę z przyjemnością, scenarzyści po raz kolejny pokazali swój kunszt bazując na tak sztampowym pomyśle, jak następny w historii gier atak nieumarłych oddziałów. Oczywiście, wzorem podstawki i dodatków, mamy wpływ na przebieg prowadzonych przez nas rozmów, co cieszy. Nie zabrakło także humoru słownego i sytuacyjnego charakterystycznego dla serii.
Oczywiście rozgrywkę rozpoczynam od wyboru klasy postaci. Tutaj twórcy ponownie sięgnęli po standard zmieniając jedynie nazwy profesji. Tym samym wojownikiem stał się Wiking, dla którego priorytetową sprawą jest potęga oddziału. Szybko rozwija swój atak i obronę oraz skutecznie korzysta z Szału. Skald z kolei zastąpił paladyna, skupia się głównie na dużej liczebności jednostek w armii, efektywnie używa magii leczącej i wskrzeszającej, świetnie radzi sobie w walce z demonami i nieumarłymi. Kompletnym przeciwieństwem powyższych klas jest Wieszcz, czyli wikiński mag parający się wszelkimi rodzajami czarów, którymi sieje prawdziwe spustoszenie. Wszystko to za cenę mniejszych obrażeń zadawanych przez sojusznicze jednostki oraz bardziej zredukowaną ilość stworzeń w armii.
Olaf poszerza swoje umiejętności za pomocą run Potęgi, Ducha i Magii na trzech drzewkach rozwoju. Poszczególne skille przeszły lekki lifting i od tej pory ich masterowanie wiąże się z jeszcze większymi korzyściami, niż chociażby w Legendzie czy też Wojowniczej Księżniczce. Za zdobyte doświadczenie bohater osiąga kolejne poziomy doświadczenia, co skutkuje uzyskaniem określonej ilości run danego typu oraz punktów dowodzenia warunkujących liczebność armii. Współczynniki bazowe i pośrednie pozostały bez zmian, nadal rozwijamy atak, obronę, intelekt, szał i manę. Ich wartość możemy zwiększać głównie poprzez odwiedzanie konkretnych obiektów na mapie, jak i ekwipowanie Olafa rozmaitymi artefaktami. Tych nieco przybyło i można je ulepszać poprzez stoczenie walki z oponentami strzegącymi przedmiotu w innym wymiarze. Powtórka z rozgrywki? Owszem, ale wciąż daje masę radochy.
SZAŁ CIAŁ
W Legend mogliśmy korzystać z pomocy czterech różnych Duchów Szału, w Armored Princess swojej siły użyczał nam sympatyczny smoczek Draco. Wszystkie te postacie były nieocenionymi pomocnikami i niejednokrotnie ratowały nam skórę w czasie walki. Tym razem będzie nam towarzyszyć pięć pięknych Walkirii, które potrafią nie tylko dać porządnego kopa wrogom, ale też zastawiać pułapki oraz obdarować nas dodatkowymi skarbami. Spośród tej półnagiej piątki musimy wybrać jedną, główną Walkirię, która pozwoli na pełne korzystanie z jej bonusu. Rzecz jasna pozostałe panny także nas obdarują określonymi profitami, ale w mniejszym stopniu.
Całkowitą nowością jest magia runiczna. Ma ona swoje osobne miejsce w księdze zaklęć, dzięki niej można zarówno nieco osłabić oponenta zadając obrażenia, ale także nałożyć na niego negatywne statusy bądź nieco wzmocnić własne oddziały. Samych run możemy także używać bezpośrednio na zwerbowane stworzenia, co skutkuje zwiększeniem wartości ataku, obrony, szczęścia itp.
Bestariusz poszerzył się o całkiem nową frakcję. Wikingowie okazują się być naprawdę przydatnymi wojownikami, umiejętne dobranie taktyki i zastosowanie rozlicznych umiejętności specjalnych może przynieść niesamowite efekty. Zwłaszcza na wyższych poziomach trudności, gdzie każda tura musi być przemyślana, jeden błąd może nas kosztować porażkę na polu walki. Tym bardziej, iż obrażenia zadawane przez nas są zredukowane, liczebność armii przeciwnika zwiększona, natomiast sam Olaf leveluje znacznie wolniej.
Graficznie Wojownicy Północy nie wyznaczają nowego standardu dla serii, to wciąż kolorowa i atrakcyjna dla oka otoczka pasująca do klimatu produkcji. Problem leży w tym, ze nasz zmysł wzroku znów jest atakowany przez to samo, niektórzy z pewnością będą czuć się zmęczeni patrzeniem czwarty raz na ten sam styl graficzny. Co prawda w dodatku ujrzymy sporo nowych modeli postaci i otoczenia, ale bardziej wybredni gracze raczej będą kręcić nosem.
Kompletnie nic do zarzucenia nie można mieć wyśmienitej muzyce, którą osobiście uważam za jedną z najpiękniejszych i najlepiej wykonanych soundtracków w historii gier komputerowych. Do puli znanych już nam utworów Lind Erebros dorzucił kolejne, równie fantastyczne kompozycje. Przyznam się szczerze, że zanim rozpocząłem pierwszą sesję z dodatkiem, zawiesiłem się na dobre kilka minut na ekranie tytułowym, by spokojnie odsłuchać main theme. Wielkie brawa za perfekcyjne audio.
Nie zauważyłem w grze jakichś rażących błędów technicznych. To dobrze wykonane rzemiosło, jednak pomimo rozmaitych nowości i smaczków, może wydać się wtórne. Ja bawiłem się przez te około 30 godzin rewelacyjnie, jednak nie ukrywam, że mój zapał powoli gaśnie i jeśli miast pełnoprawnej drugiej części ponownie dostanę w swoje ręce kolejny dodatek, nie będę już tak entuzjastycznie nastawiony. Choć w sumie... kogo ja chcę oszukać?
Minusy





Kolejny rewelacyjny dodatek do serii. Jest prześwietny!
OdpowiedzUsuńZgadzam sie!
UsuńHeroesy są sto razy lepsze.
OdpowiedzUsuńPróćz systemu walki, te serie nie mają ze sobą nic wspólnego, więc schowaj sobie te porównanie do kieszeni, dziewczyno
UsuńJak dla mnie - wiecej tego samego, czyli jestem jak najbardziej na tak!
OdpowiedzUsuńWojownicza Ksiezniczka bardziej mi przypadła do gustu, ale w Wojowników Północy grała z niemała przyjemnością :) Fajna recenzja :)
OdpowiedzUsuńCzyli znowu to samo... Nie dla mnie niestety :(
OdpowiedzUsuńNo niestety, może w dwójce będą jakieś zmiany w rozgrywce które pozwolą mi sie przekonać do serii. Na razie mnie od niej odrzuca :/
UsuńDla mnie to wlasnie dobrze, ze nie ma wiekszych zmian ;)
UsuńNo ale ile razy można grać w to samo?
UsuńUwielbiam serię, Wojowników Północy już przeszedłęm i jestem bardzo zadowolony.
OdpowiedzUsuńSeria niezłą, ale ciągle to samo. Mam nadzieję, ze odpuszczą sobie kolejne dodatki i od razu wydadzą drugą część. Ile można grać praktycznie w to samo?
OdpowiedzUsuńJa tam moglbym bez konca, heh :)
UsuńŚwietna recenzja, z serią nie miałam nigdy styczności, może czas w końcu się za nią zabrac :)
OdpowiedzUsuńOcena jak najbardziej zasłużona.
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że grałam w King's Bounty parę lat temu jakoś równolegle z HoM&M, gdy szukałam podobnych gier, ale ostatecznie porzuciłam, bo słynna III Heroes'ów (i jej dodatki) tak bardzo przywłaszczyła sobie moje serce, że zapomniałam o jakichkolwiek innych grach na dłuuugi długi czas :)
OdpowiedzUsuńPo przeczytaniu recenzji dodatku, a właściwie obu ;), postanowiłam podejść do gry ponownie. Dzięki!