Współczesne produkcje przyzwyczaiły nas do niezbyt wygórowanego poziomu trudności. Nawet na tzw. hardzie niekiedy pozycje nie stanowią większego wyzwania. Dark Souls jest jednym z tych tytułów, które nie potrzebują podkręcania wyzwań, bowiem w samym zamyśle jest ciężki w obyciu. Jeśli chodzi o wersję na komputery osobiste, stwierdzenie te ma wymiar zarówno dosłowny, jak i metaforyczny. Już poprzednia część serii - Demon's Souls potrafiła uprzykrzyć życie gracza notoryczną śmiercią. Następczyni udowodniła, że liczba zgonów może być jeszcze bardziej druzgocąca, niż w pierwowzorze.
UMRZYJMY JESZCZE RAZ
W samym wprowadzeniu zginąłem na "dzień dobry" kilka razy. Pozwoliło mi się to nastawić psychicznie na notoryczne klęski, chwile frustracji i zwątpienia. A jednak gra ma w sobie coś, co sprawia, że chce się brnąć dalej w ten mroczny i ponury świat fantasy. Dziwi fakt, iż pomimo przynależności gatunkowej (w końcu DS jest RPG-iem), fabuła nie gra pierwszych skrzypiec. Dostajemy o niej szczątkowe informacje, podobnie jak o samym uniwersum gry, w którym niegdyś rządziły smoki przetrzebione przez nijakich Władców Ognia. Nasz bohater budzi się w więzieniu i rozpoczyna swoją pełną niedomówień przygodę, w której główną rolę gra śmierć. Nie bez kozery w końcu DS w wersji na PC ma podtytuł Prepare to Die .
Wyśrubowany poziom potyczek to nie jedyny aspekt decydujący o trudności recenzowanej pozycji. Każda śmierć oznacza powrót do ostatnio aktywowanego ogniska (służącego jako checkpoint), kompletny respawn przeciwników oraz utratę wszystkich niewykorzystanych do tej pory Dusz. Na szczęście bossowie nie podlegają tej regule i raz pokonani nie będę już nam uprzykrzać życia, z kolei stracone Dusze można odzyskać w miejscu, w którym polegliśmy. Pod warunkiem, że w międzyczasie nie zaliczymy kolejnego zgonu, wtedy nasze ciężko uciułane punkty permanentnie przepadają.
MAGIA I MIECZ
System walki w Dark Souls jest naprawdę niezły, jednak skutecznie grzebie go fatalna wręcz konwersja. Duet klawiatura + mysz daje radę, jednak gra jest niekomfortowa i toporna. Duża ilość przycisków odpowiadających za wyprowadzanie ciosów i konkretne akcje potrafi przytłoczyć. Co prawda klawisze można sobie dowolnie obłożyć, jednak zrobić to tak, aby zapewnić sobie jakikolwiek komfort zabawy to wielka sztuka. Na szczęście można podłączyć pada, ale i tutaj czekają na nas niezłe schody. Po pierwsze - granie innym padem niż tym xboksowym bywa kłopotliwe, co gorsza, przycisków nie można dostosować i podpiąć pod interesujące nas akcje. Skupienie na wersji na maszynkę Microsoftu widać też w podpowiedziach - wszelkie wskazówki w wersji PC pokazują guziki odpowiadające padowi konsoli, przez co tego typu rady są bezużyteczne.
A jak prezentuje się sama walka? Okazale - możemy tłuc oponentów wręcz lub ściągać ich z dystansu przy pomocy łuków, bomb zapalających oraz różnych magicznych sztuczek. Dostępność oręża zależy głównie od uprzednio wybranej klasy postaci. Tych jest dziesięć do wyboru, od typowych wojowników i magów, na łowcach kończąc. Każda z nich charakteryzuje się odmiennym priorytetem rozdziału współczynników bazowych. Po prawdzie w późniejszych etapach zabawy sami decydujemy o tym, jakie wartości chcemy podnieść, jednak zdrowy rozsądek oczywiście wskazuje rozwijać siłę u rycerza i inteligencję u piromanty.
ŻELASTWO I KOŚCI
Nie zabrakło również różnorodnego ekwipunku, który nasz bohater może ze sobą targać. Do wyboru mamy całą gamę rozmaitych broni i elementów zbroi, oraz przedmiotów stricte użytkowych - niektóre dodają cenne Dusze, inne pozwalają powrócić do ostatniego aktywnego ogniska, jeszcze inne posłużą nam do rozgrywki multiplayer. Itemy poukrywane są w skrzyniach, te cenniejsze zazwyczaj są w niewidocznych miejscach i trzeba nieco poświęcić czasu na obserwację okolicy, aby je odnaleźć. Jeśli dopisze nam szczęście, pokonany wróg pozostawi po sobie nieco złomu.
Ciekawie rozwiązano system rozwoju postaci. Nie zdobywamy tu klasycznego doświadczenia, jak w innych grach RPG, lecz kolekcjonujemy Dusze. Możemy je zdobyć głównie przez eksterminowanie oponentów, jednak istnieją też specjalne przedmioty dające nam bonus do tytułowych Dusz. Po zebraniu ich określonej ilości możemy podnieść swój poziom, jednak jesteśmy w stanie zrobić to jedynie przy ognisku. Im wyższy level postaci, tym więcej Dusz jest mu niezbędnych do awansu. Każdy bohater charakteryzuje się rozmaitymi cechami - siłą, zręcznością, wytrzymałością itp. Owe cechy odpowiadają za określone statystyki takie jak wartość zadanych obrażeń czy też liczba punktów życia i odporność na konkretne typy obrażeń. W czasie awansu możemy podnieść tylko jedną wybraną przez nas cechę. Ciekawe jednak jest to, ze nawet heros z dość wysokim poziomem jest w stanie bezpardonowo polec w walce ze zwykłym szczurem, przez co gracz nie jest w stanie poczuć się naprawdę silnym i niezwyciężonym.

Pierwszy kontakt z Dark Souls będzie dla Waszych oczu sporym zawodem, bowiem konwersja wykłada się również w tej materii. Co prawda twórcy postarali się o opcje konfiguracyjne, jednak nie działają one jak należy. Na szczęście szybko wydano odpowiedniego patcha sprawiającego, że tytuł prezentuje się bardziej okazale, jednak wciąż w ogólnym rozrachunku szału nie robi. Mimo to trzeba pochwalić twórców za zbudowanie niesamowitego, ciężkiego klimatu dark fantasy, który jest tak sugestywny, iż można w niego wsiąknąć bez reszty. Jeśli chodzi o design przeciwników to zwykłe szkielety wrażenia z pewnością na nikim nie zrobią. Co innego można powiedzieć o bossach - są naprawdę świetnie zaprojektowani, ich gabaryty imponują i wzbudzają respekt nawet przed najtwardszymi śmiałkami. Projekty lokacji prezentują się dobrze, pełno w nich ukrytych ścieżek, oponentów czyhających na nasze nieumarłe ciało i rozmaitych znajdziek, po które warto się fatygować. Wszystko utrzymane jest w dość ponurej stylistyce, nie liczcie więc na rozweselającą oprawę rodem z The Sims. Trochę zawiodła mnie ścieżka audio w produkcji. Owszem, jest klimatyczna i dorzuca swoje trzy grosze do atmosfery tytułu, jednak w gruncie rzeczy nie zwraca się na nią zbytniej uwagi podczas grania.
BO DO TANGA TRZEBA NIEUMARŁEGO...
Dark Souls: Prepare to Die Edition to kawał solidnego erpega z bardzo ciekawymi rozwiązaniami. Niestety, wersja PC cierpi na typową dla konwersji bolączkę - fatalne sterowanie i drobne problemy natury technicznej. Przez to wiele osób może najzwyczajniej w świecie zniechęcić się do zabawy, a szkoda, bowiem DS zasługuje na wszelką uwagę. Wysoki poziom trudności stanowi niemałe wyzwanie nawet dla weteranów gatunku. Nie znajdziecie tu żadnych ułatwień w postaci strzałeczek prowadzących do celu czy choćby mapy świata. Droga, jaką obierzecie zależy tylko i wyłącznie od Was. Możecie jednak być pewni, że każda ścieżka zapewne prowadzi do szybszego, bądź późniejszego zgonu. Na koniec mała rada ode mnie - przed rozgrywką przygotujcie się na śmierć. Po prostu.
- + Stanowi niemałe wyzwanie
- + Atrakcyjny system walki
- + Sugestywny klimat
- + Niezła fabuła...
- - ...która mogłaby być lepiej poprowadzona
- - Żenująca konwersja
- - Drobne bugi graficzne i techniczne
OCENA
7.5