Pierwszym problemem (i zarazem lekkim zawodem) jest brak wyważenia intensywności akcji. Paradoksalnie najbardziej udany jest prolog, w którym klimat jest tak potężny, że gracz nabiera ochoty na jeszcze więcej. Szturm na twierdzę został przedstawiony naprawdę miodnie – huki wystrzałów, podśpiewujący żołnierze, przelatujące pociski wystrzeliwane przez balisty – od samego początku miałem ciarki na plecach wyczuwając nawet lekką nutkę swoistego patosu. Widomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia i tutaj twórcy niekoniecznie potrafili mnie nasycić. Chodzi o to, ze im dalej w las, tym ciemniej. Akcja jakby zwalniała i w żadnym z kolejnych momentów nie towarzyszyły mi tak głębokie emocje, jak podczas prologu. Naprawdę szkoda.
Warstwa fabularna jest bardzo bogata i scenarzyści spisali się dobrze, choć jestem święcie przekonany, że z wielu elementów opowieści dało się wyciągnąć jeszcze więcej. Historia przepełniona jest różnorodnymi spiskami, niejednoznacznymi poszlakami oraz fałszywymi ludźmi, których spotkamy na swojej drodze. Po prologu wszystko rozgrywa się dużo wolniej (choć przyznam, że równie przyjemnie), by w końcu runąć na łeb, na szyję serwując graczowi zakończenie (a właściwie kilka), które następuje tak szybko, że osobiście miałem mętlik w głowie. Niestety, byłem rozczarowany, że ending tak bardzo odstawał od reszty świetnej opowieści. Cenię sobie, gdy produkcja nie wyjaśnia wszystkiego do końca i muszę samemu poskładać niektóre fakty do kupy, ale tutaj… zakończenie zdało mi się po prostu miałkie o spadło jak grom z jasnego nieba.
Z pewnością nie można zarzucić Wiedźminowi 2 liniowości. Już w „jedynce” mieliśmy okazję się przekonać, że nasze wybory moralne mają wpływ na dalszy przebieg fabuły, w „dwójce” ten zabieg został bardziej dopieszczony sprawiając, że gracz naprawdę nie jest do końca w stanie przewidzieć, jakie konsekwencje przyniosą mu podjęte decyzje. Czasami pozornie błahe wybory potrafią postawić pod znakiem zapytania życie wielu osób, niekoniecznie związanych z intrygą. Co ważne, nikt nas nie prowadzi za rączkę i nie otrzymujemy żadnych podpowiedzi w postaci choćby znaczników przy dialogach o kluczowych dla opowieści tekstach, które mogą wpłynąć na bieg wydarzeń. Dzięki temu do nowej polskiej superprodukcji chce się wracać, by jeszcze raz przebrnąć przez fabułę inaczej ją budując. Tutaj wszystko wychodzi w praniu – i za to ogromny (ale taki naprawdę ogromny) plus dla CD Projekt RED.
Tym, co mnie urzekło w grze są rozmowy z postaciami niezależnymi. W Wiedźminie 2 słowa „warto rozmawiać” nabierają nowego znaczenia – każda konwersacja potrafi przynieść kilkanaście nowych spojrzeń na jedną sprawę, inne tropy i oceny sytuacji. Nie ma tu postaci dobrych i złych, nikt tu nie jest święty, każdy ma coś na sumieniu nawet, gdy gra dobrodusznego pomocnika, którego bez wahania byśmy przyłożyli do rany. Nie można nie wspomnieć też o znakomitej polonizacji. Wiemy już, że większość dubbingów powinno się na trwałe usunąć i zakopać pięć metrów pod ziemią. W nowym dziecku CD Projekt RED polska wersja stoi na najwyższym poziomie. Aktorzy doskonale wczuli się w przydzielone im role, wszystko brzmi zaskakująco naturalnie i ciężko znaleźć w tej materii jakiś słaby punkt. Gorzej już jest z mimiką twarzy rozmówców, która jest sztywna i nieco psuje pozytywne wrażenie płynące z całości. Jest co prawda nieco lepiej, niż w pierwowzorze, ale do doskonałości w tej materii jeszcze daleko.
POBOCZEM
Niesamowite są też odniesienia do naszego realnego świata. Wystarczy rozglądać się, słuchać i rozmawiać, aby zauważyć rozliczne nawiązania do teraźniejszości i wydarzeń historycznych. Duża rolę w tej produkcji gra humor zarówno słowny, jak i sytuacyjny. Czasami widać, że twórcy podeszli do swojej produkcji z dystansem, który osobiście bardzo sobie cenię – potrafią bez żalu przerwać jakiś podniosły moment kąśliwym żartem. Co piekielnie ważne, takie rozwiązania nie drażnią, wręcz przeciwnie – umilają rozgrywkę.
Rozczarowały mnie zadania poboczne. Jako gracz z dość sporym już stażem, nie toleruję bezmyślnej bieganiny z jednego końca mapy na drugi. Takie archaiczne zabiegi sprzed kilkunastu lat są nudne i sztampowe. Raz, że jest to nieatrakcyjne i męczące, a dwa, że durna ganianina w tę i z powrotem po znanych ścieżkach, gdzie trasę potrafimy już rozpoznać po rozmieszczeniu przydrożnych krzaków jest sztucznym wydłużaniem czasu rozgrywki.
OGNIEM I MIECZEM (A NAWET DWOMA)
W pierwszym Wiedźminie system walki nie przypadł mi do gustu. Choć rozwiązanie zdawało się ciekawe (przyciskanie kursora w odpowiednim momencie, gdy ten zmienił się w płonącą strzałkę), to jednak na dłuższą metę było nudne i powtarzalne. W sequelu system ten został gruntownie przebudowany, co w pierwszym momencie mnie wielce uradowało, później natomiast przyszło kolejne rozczarowanie. Walka z pojedynczymi przeciwnikami, lub nielicznymi grupkami daje spore pole do popisu, gdyż radocha płynie z obierania taktyki. Kombinacji jest naprawdę wiele, bowiem do naszej dyspozycji oddana została cała masa różnorodnych działań, które układamy w sekwencje. Niegdyś mogliśmy wybierać między trzema stylami walki (szybkim, silnym i grupowym) dostosowując je do konkretnych przeciwników. W „dwójce” zabrakło stylu grupowego (twórcy uznali, że jest on zbędny, jak dla mnie wręcz przeciwnie – o tym za moment), jednak pozostałe dwa można bez problemu ze sobą łączyć okraszając je dodatkowo odskokami, atakiem z dystansu, materiałami wybuchowymi lub użyciem mocy wiedźmińskich znaków. Walka daje sporo frajdy, jednak gdy przychodzi nam rozprawić się z większą grupą oponentów, zabawa potrafi zamienić się w frustrację, gdyż każdy przyjęty cios przerywa sekwencję i gracz jest zmuszony albo męczyć się próbując wystarczająco ograniczyć dystans wrogów, albo najzwyczajniej w świecie zaakceptować fakt, że gra zamienia się w nieskomplikowanego sleshera. Tutaj właśnie przydałby się styl grupowy, który po zastosowaniu odpowiednich rozwiązań, byłby dużo bardziej atrakcyjny, niż nudna sieczka. Animacje podczas walki zasługują na gromkie brawa. Technologię motion capture wykorzystano w należyty sposób, kocie ruchy Geralta wyglądają naprawdę wzorcowo i z przyjemnością można zawiesić na nich oko. Niemal wszystko w tej materii jest dopracowane i nie ma sensu czepiać się na siłę.
Drzewko rozwoju bohatera przeszło lekki lifting i zostało nieco uproszczone, choć nie wyszło to produkcji na minus. Teraz Biały Wilk jest w stanie rozwinąć cztery główne umiejętności: szermierka, trening, znaki oraz alchemia. Warto skupić się na konkretnych zdolnościach, nie od dzisiaj wiadomo, że dodawanie punktów do „wszystkiego po trochu” nie jest zbyt opłacalnym działaniem. Co ważne, po rozdaniu talentów widać, że Geralt rośnie w siłę, co idealnie odzwierciedlają walki. Niestety, z biegiem czasu nawet na wyższych poziomach trudności potyczki stają się zaskakująco łatwe, żeby nie powiedzieć – banalne.
W grze nie zabrakło także rozmaitego ekwipunku. Nadal podstawowym orężem są dwa miecze (stalowy na ludzi i srebrny na potwory), jednak w plecaku możemy gromadzić prawdziwe zatrzęsienie różnorodnego żelastwa, składników alchemicznych, kurtek i innych pierdół. Niektóre przedmioty można ulepszać za pomocą run, czy też fragmentów pancerza zabranych z ciała ubitej maszkary. Nic nie stoi także na przeszkodzie, by dać kopa Białem Wilkowi i zwiększyć konkretny talent za pomocą mutagenu. W tym aspekcie wszystko prezentuje się bardzo dobrze, interfejs jest na tyle przejrzysty, że nie trzeba poświęcać godzin, aby wszystko ogarnąć do kupy.
JEST ŁADNIE!
Oprawa graficzna zachwyca już od pierwszych sekund. Świat jest bogaty w detale i ciężko jest powstrzymać się przed dokładnym podziwianiu tych wszystkich szczegółów, które tak niesamowicie komponują się z całością. Animacje i modele postaci (pomijając sferę dialogów) również nie pozostawiają wiele do życzenia i choć bardzo chciałbym się do czegoś przyczepić, to nie mam serca wytykać błahych mankamentów mając na uwadze rewelacyjną całość. Znakomite także są efekty świetlne, które nie raz wprawiły mnie w osłupienie. Pod względem graficznym Wiedźmin 2 to prawdziwy profesjonalizm. Nie gorzej jest z muzyką – utwory są klimatyczne i dorzucają swoje trzy grosze do atmosfery całej produkcji.
Wiedźmin 2 to udana produkcja z przepiękną grafiką, wciągającą fabułą, świetnie napisanymi (i nagranymi) dialogami oraz wieloma ciekawymi rozwiązaniami, które choć nie do końca dopracowane, mogą (i zapewne będą) się podobać. Pozycja ma jeszcze kilka pomniejszych wad, czasami AI daje ciała, jednak nie są one na tyle istotne, by poświęcać im więcej miejsca. Cieszy fakt, że Polska może pochwalić się tak dobrą produkcją klasy Triple A. Polecam!
- + Świetna fabuła
- + Barwne postacie...
- + ...i ich jeszcze bardziej barwny język
- + Niesamowity świat
- + Humor
- + Przepiękna grafika
- - Niezbalansowany poziom trudności
- - Zakończenie spada jak grom z jasnego nieba
- - Koszmarne wymagania sprzętowe
OCENA
8.5




Kocham całym sercem! Świetna, konkretna recenzja ;)
OdpowiedzUsuńJest sporo o wiele lepszych erpegów...
UsuńFabułą miażdżay. I te teksty ZOltana xD
OdpowiedzUsuńDobra recenzja, ale brakuje mi w niej trochę zagłębienia się bardziej w techniczną jakość gry.
OdpowiedzUsuń