Ads 468x60px

26.03.2013

Aurora Easter Giveaway: Day 1 - Cadenza Interactive oraz Arcen Games

Rozpoczynamy trzydniowy konkurs, w którym do wygrania są świetne gry niezależne. Dzisiejsze nagrody ufundowały firmy Cadenza Interactive oraz Arcen Games!

Co zrobić, a by wygrać jeden z pięciu kluczy Steam?

Wystarczy napisać na adres konkurspcaurora@gmail.com, w temacie maila wpiszcie "Aurora Easter Giveaway Day 1", natomiast w treści jedną z dwóch opcji:

"Chcę wygrać grę Valley Dual Pack"
lub
"Chcę wygrać grę-niespodziankę"

Kody Steam otrzyma pięć osób, które zgłoszą się jako pierwsze.
Tym, którym się nie uda - nie martwcie się - jutro kolejne nagrody do wygrania!

DZISIEJSI SPONSORZY:




Day 1 ZAKOŃCZONY! Gratulacje dla szczęśliwców!


13.03.2013

Recenzja gry Tomb Raider, czyli podróżujemy z Larą Croft!


Brudna, zakrwawiona Lara napina cięciwę łuku i posyła strzałę w stronę bezbronnego jelenia. Nie chciała pozbawiać go życia, lecz nie miała wyboru – musiała zdobyć coś do jedzenia. Na wyspie nikt nie serwuje frytek z ketchupem ani steków wołowych. Trzeba zadbać o siebie samemu.

Przyznam szczerze, że bałem się o nowego Tomb Raidera. Bałem się, że cały ten reboot okaże się tylko żerowaniem na znanej marce. Tymczasem w moje ręce trafił produkt niesamowicie grywalny, napakowany akcją, emocjami oraz świetną, trzymającą w napięciu fabułą. Moje obawy, choć uzasadnione, okazały się być niesłuszne. W tym wypadku nie potrafię wyrazić swojego zadowolenia z własnego pesymizmu. Lara Croft powróciła w wielkim stylu, pokazując swoje nowe oblicze.



LARA'S BACK

Obcowanie z rozpikselowaną bohaterką dumnie prężącą swoją kanciastą pierś rozbudziło wyobraźnię graczy. Nieziemskie ewolucje, kilkumetrowe skoki, dwa mocne argumenty w kaburach i ogromna żądza przygód – nic dziwnego, że Lara Croft stała się ikoną gier komputerowych, a ówcześni twórcy Tomb Raidera, duet Core Design i Eidos Interactive, w podzięce za wyciągnięcie ich z ogromnych kłopotów finansowych, zaczęli odcinać kupony od marki. I tak oto mniej więcej co roku ukazywała się nowa część. Po wydaniu Chronicles, postanowiono odświeżyć wizerunek serii. O katastrofę było nietrudno – „szóstka” powstawała dłużej niż poprzednie odsłony cyklu, co dawało nadzieję na otrzymanie oszlifowanego diamentu. Niestety, efekt okazał się zupełnie odwrotny – pamiętny Angel of Darkness został okrzyknięty katastrofą, uznano, że chwała Lary bezpowrotnie przeminęła. Ale czym byłby świat elektronicznej rozrywki bez Lary Croft? Postać takiego formatu nie mogła przecież tak po prostu zniknąć. Z odsieczą przyszło Studio Crystal Dynamics, które z powrotem wzniosło pannę Croft na piedestał za sprawą gry Tomb Raider: Legenda. Potem przyszedł czas swoisty hołd dla znanej archeolog w postaci Anniversary oraz na mały spadek formy (acz moim zdaniem delikatny) – Underworld. Twórcy zdali sobie sprawę, że Lara po raz kolejny potrzebuje jakieś solidnego kopa, aby zadowolić fanów bohaterki, jednocześnie przyciągając nowych graczy. Tak narodziła się koncepcja kompletnego restartu serii. Restartu dość ryzykownego, aczkolwiek, w mojej opinii, bardzo potrzebnego.



Już po kilku godzinach obcowania z nowym Tomb Raiderem wiedziałem, że reboot to najlepsze, co mogło się przydarzyć Larze. Producenci odeszli od koncepcji nadmuchanych piersi i ust, wykreowali całkowicie nowy wygląd panny Croft jako młodej, niedoświadczonej jeszcze poszukiwaczki starożytnych cywilizacji. Tym razem oddano bardzo ludzki charakter Lary – krzyczy, boi się, cierpi z bólu, jest pokryta siniakami i krwawiącymi ranami... Praktycznie przez cały czas przybywa jej blizn, nabywa doświadczenia, uczy się przetrwania. A gracz, razem z nią, przeżywa to, co dzieje się na ekranie. A dzieje się naprawdę dużo, oj dużo!

LOST

Podczas wyprawy archeologicznej, w której udział bierze między innymi Lara, dochodzi do katastrofy – statek Endurance zaatakowany przez potężny sztorm rozbija się na jednej z wysp przy Smoczym Trójkącie. Okazuje się, że na wyspie mają miejsce dziwne wydarzenia, ponadto była ona zamieszkana przez starożytną cywilizację zwaną Yamati, która do dziś stanowi zagadkę dla wszystkich archeologów. Jak to zwykle bywa, miejsce jest swoistą pułapką pozornie bez wyjścia. Dlatego aby uciec, Lara musi nie tylko przetrwać, ale także rozwiązać liczne zagadki kryjące się na wyspie.



Sama Lara na początku jest nieopierzoną jeszcze studentką (choć twórcy nie pozbawili jej najważniejszego atutu – intelektu). Co ciekawe, postacie poboczne również przedstawiono interesująco, mamy tu istną plejadę osobowości – dobrą duszę i przyjaciółkę – Samanthę, napakowanego Irlandczyka, naiwnego i rządnego sensacji Rotha i kilka innych wartych uwagi postaci. Wszyscy bohaterowie zostali wykreowani jak podczas kręcenia dobrego serialu (skojarzenia z hitowym Lost jak najbardziej są tutaj na miejscu). Oczywiście, Lara niejednokrotnie będzie musiała wszystkim ratować tyłki. Problem w tym, że sama niejednokrotnie wpadnie w tarapaty, i to naprawdę niemałe...

Twórcy obiecywali, że nowy Tomb Raider będzie posiadał elementy survivalu. Obietnice te zostały spełnione, lecz raczej nie do końca tak, jak niektórzy myśleli. Lara poluje na zwierzynę, zbiera owoce, za co otrzymuje punkty doświadczenia... i to w zasadzie tyle. Z drugiej strony – osobiście uważam, że czysto survivalowy gameplay nie sprawdziły się w tej produkcji. Same wydarzenia fabularne to wystarczający obóz przetrwania, jaki musi przejść panna Croft.

KILL 'EM ALL!

Tomb Raider to przygodowa gra akcji, na ekranie ciągle coś się dzieje. Reżyseria zasługuje na wielkie uznanie, przerywniki (także te interaktywne) pojawią się bardzo często i wymagają od nas dużej uwagi. W każdej chwili może nas zaatakować mniej lub bardziej wymagająca sekwencja QTE. Mimo mojej całej niechęci do tego typu rozwiązań, tutaj nie tylko mi nie przeszkadzały, ale też sprawiały sporo frajdy. Problem jednak leży w pecetowej wersji – czasami gra nie informuje, jaki klawisz wcisnąć w danym momencie.

Na złowrogiej wyspie nie zabraknie oponentów. A jeśli są wrogowie, muszą znaleźć się także odpowiednie narzędzia eksterminacji. Całkowitą nowością w serii jest łuk, korzystanie z niego daje sporo radochy. Później Croft otrzyma także sposobność do korzystania z czekana, pistoletu, strzelby i karabinu maszynowego. Cały sprzęt możemy ulepszać za pomocą znalezionych surowców. Te pozyskujemy z zabitych wrogów, zwierząt i porozmieszczanych tu i ówdzie skrzyń. Można mieć wrażenie, że bohaterka po pewnym czasie zamienia się w damską wersję Rambo i pruje z karabinu do wszystkiego, co się rusza. Nie jest to jednak wada – to przecież gra akcji. Tym bardziej, że wszystkie elementy gameplayu zostały odpowiednio wyważone i nie mam mowy o znużeniu którymś z nich.



W końcu pokuszono się o wprowadzenie do serii sensownych elementów RPG (te z Angel of Darkness ciężko nazwać sensownymi). Podczas swoich przygód, Lara zdobywa punkty doświadczenia. Po każdym zdobytym poziomie, otrzymujemy punkt do dowolnego (no, prawie) rozdysponowania pomiędzy trzema kategoriami. Są to Łowy, Walka oraz Przetrwanie. Każdy profit daje nam określone bonusy – począwszy od zwiększonych obrażeń i odporności na ból, po wzrost otrzymywanych PD i surowców. Ogólnie rzecz biorąc, przy dokładnej eksploracji, punktów wystarcza na wykup wszystkich umiejętności. Co ciekawe, grę spokojnie można przejść bez jakichkolwiek wspomagaczy tego typu.

GDZIE TEN TOMB RAIDER?

Oczywiście, gra nie mogłaby obejść się bez zagadkowych grobowców i ruin. Tych może nie jest zbyt wiele (podejrzewam, że DLC dodadzą ich znacznie więcej), ale dotarcie do skarbu zawsze wymaga od nas myślenia. Koniecznie trzeba zaznaczyć, że Lara dalej musi wykazać się niebywałą zwinnością, przemieszcza się po krawędziach, skacze z dużych wysokości, wspina się, zjeżdża po linach... Dostęp do wielu miejsc wymaga użycia odpowiednich narzędzi. Aby wejść po stromej ścianie, Lara posiłkuje się czekanem, natomiast by stworzyć most linowy, bohaterka przywiązuje sznur do strzały i posyła ją w odpowiednie miejsce. To wszystko wymaga od nas kombinowania i analizy otoczenia. Pomaga nam w tym instynkt przetrwania, który nie tylko podświetla elementy, z którymi możemy wejść w interakcję, ale także wrogów i zwierzęta do upolowania.

Sama wyspa, po której przyjdzie nam się poruszać, jest otwarta w sposób umowny. O ile główny wątek fabularny jest liniowy i prowadzi nas za rączkę, to już poszczególne lokacje możemy zwiedzać dość swobodnie. Warto to robić, bowiem niektóre grobowce są opcjonalne i ich odnalezienie daje nam sporo punktów doświadczenia. Ponadto wszędzie jest masa „znajdziek” do kolekcjonowania – od dokumentów i geoskrzynek, po różnorodne trofea w postaci starożytnych przedmiotów. Dodatkowo na każdej planszy czekają na nas specjalne wyzwania. Po ukończeniu głównej osi fabuły, mamy szansę swobodnie eksplorować całą wyspę za pośrednictwem opcji szybkiej podróży dostępnej w obozach (są to swoiste bazy wypadowe, tam Lara przedstawia swoje przemyślenia, wykupuje umiejętności i ulepsza sprzęt).



ZAMACH, ROZMACH, AKCJA!

Wyspa jest bogata w szczegóły i detale. Wszędzie pełno jest śladów starożytnej cywilizacji, w oczy rzucają się ogromne posągi i ruiny. Wciąż jednak widać dzicz, jaka panuje w tym miejscu – liczne lasy, klify, wodospady, rzeczki i strumienie, wśród których hasają jelenie i zające. Design lokacji zasługuje na uznanie, bowiem nawet na bardzo wysoko położone punkty orientacyjne Lara może się wspiąć. Miejsc kompletnie niedostępnych jest naprawdę niewiele. Świetnie prezentują się także przestrzenie zamknięte, ze szczególnym uwzględnieniem grobowców – są niesamowicie klimatyczne i pełne smaczków, godnych łupieżcy grobowców.

Graficznie nowy Tomb Raider nie zawodzi – to jedna z najlepiej wyglądających obecnie gier. Na maksymalnych ustawieniach wprost nie sposób oderwać oczu od krajobrazów i licznych detali. Ogień na podpalonym grocie strzały to wprost mistrzowska robota. Przy odpowiedniej karcie graficznej można pokusić się o włączenie modułu TressFX, który w zamierzeniu ma oddawać realistyczną fizykę włosów bohaterki. Owszem, fryzura Lary wygląda znacznie lepiej, jednak moduł ten nie do końca spełnia swoje zadanie i czasami włosy zachowują się po prostu dziwnie. Nie zmienia to jednak faktu, że całość oprawy po prostu imponuje. Równie dobrze wypada ścieżka audio – utwory emanują klimatem, zaś dźwięki otoczenia są sugestywne.

Warto wspomnieć także o polskim dubbingu. O ile miałem pewne obawy co do jego jakości, to teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że polscy aktorzy spisali się na medal. Karolina Gorczyca wcielająca się w główną bohaterkę stanęła na wysokości zadania i idealnie oddała liczne emocje towarzyszące Larze. Nie mam wątpliwości, że usłyszymy ją jeszcze w niejednej polskiej lokalizacji.



TAK ŹLE, I TAK NIEDOBRZE

Seria w końcu doczekała się także trybu multiplayer. Niestety, twórcy nie podołali wyzwaniu i ten moduł zabawy jest daleki od ideału. Niby ma on niemały potencjał, ale zabrakło wielu szlifów – balans broni jest kiepski, map niewiele (choć są solidnie wykonane), ponadto często spotyka się w nim błędy natury technicznej. Mimo to można się trochę przy nim pobawić, jeśli twórcy przyłożą się do tego elementu i wydadzą solidne patche, nie widzę przeszkód, aby zmarnować w multi sporo swojego życia.

W ogólnym rozrachunku najnowszy Tomb Raider to produkt gwarantujący masę doskonałej zabawy. Akcja jest intensywna, fabuła ciekawa, klimat sugestywny, zaś oprawa audio-wideo naprawdę imponuje. Niezmiernie się cieszę, że losy Lary Croft potoczyły się w kierunku kompletnego restartu serii, bo jakość reboota daje nadzieję na jeszcze lepszy sequel. Szczerze mówiąc, stworzenie solidnej kontynuacji będzie dla twórców bardzo trudnym zadaniem, bo poprzeczka powędrowała naprawdę wysoko. Gdyby tylko multi byłoby bardziej dopracowane, nie zastanawiałbym się nad dychą. Z racji, że muszę oceniać produkcję jako całość, muszę odjąć te pół oczka za multi. Polecam najusilniej, bowiem Tomb Raider to niesamowite przeżycie.

Plusy
 Ciekawa fabuła i bohaterowie
 Świetny gameplay
 Eksploracja grobowców i rozwój postaci
 Rewelacyjna oprawa audio-wideo
 Level design oraz masa znajdziek i wyzwań
                                                                             
Minusy
 Niedopracowany tryb multiplayer


Grę do recenzji dostarczył jej polski dystrybutor - firma Cenega


7.03.2013

Recenzja gry Chaos on Deponia, czyli ratujemy śmietnik!



Deponia okazała się być naprawdę przyzwoitym początkiem trylogii. Ciekawy, choć nieco irytujący główny bohater, intrygujący świat, wciągająca fabuła i otwarte zakończenie – to wszystko sprawiło, że na sequel czekałem z zapartym tchem. Jak wypada Chaos on Deponia? Nieco lepiej, choć wciąż ewidentnie widać, ze twórcy gry ewidentnie chcieli jeszcze bardziej rozbudzić nasz apetyt na wielki finał śmieciowej przygody.

DROGA DO RAJU

W Chaos on Deponia po raz kolejny przyjdzie nam pokierować Rufusem – bezczelnym obibokiem, który uważa wszystkich innych mieszkańców planety za półgłówków. Pragnąc dostać się do Elysium, cudownej krainy pełnej dostatku i wygody, zakochuje się w Goal. Sequel kontynuuje wątki z „jedynki” dorzucając też sporo nowych, świeżych wydarzeń. Trzeba dodać, że fabuła jest tym razem znacznie lepiej poprowadzona i przemyślana. Ponadto w niektórych momentach przyjdzie nam podjąć decyzję, które wątki aktualnie chcemy poprowadzić, co niweluje kompletną liniowość tytułu.

Rufus stanie przed bardzo ważnym zadaniem, jakim jest ocalenie znienawidzonej przez siebie planety – Deponii. Mimo niechęci do tej krainy i jej mieszkańców, bohater ma wewnętrzne poczucie obowiązku, by jednak zapobiec katastrofie. Ten motyw bardzo przypadł mi do gustu, bo nieco prostuje negatywny odbiór postaci. Jest to jednak wyjątek od reguły, Rufus wciąż jest wredny i niekiedy drastyczny w działaniu.




SUCHAR SUCHAREM POGANIA

Dialogi zawarte w grze dalej bawią i przywołują uśmiech na ustach, choć czasami Rufusowi zdarza się wypowiedzieć jakąś nieśmieszną kwestię z cyklu „ale suchar”. Ponadto nie mogę się oprzeć wrażeniu, że twórcy na siłę starają się pokazać Rufusa z tej najgorszej strony, postać ta jest mocno przerysowana, co niejednokrotnie widać w wypowiadanych kwestiach i podjętych działaniach. To wszystko sprawia, że bohater jest jeszcze bardziej antypatyczny, niż był do tej pory. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy po prostu nie lubią prowadzić postaci, które ich mocno irytują.

Lepiej niż w pierwowzorze prezentują się zagadki logiczne. Wspomniana wcześniej namiastka nieliniowości sprawia, że gracz rzadko kiedy utknie w martwym punkcie – jeśli ciągnięcie jednego wątku mu nie idzie, bez problemu może podjąć się kontynuacji innego. Dzięki temu na ekranie cały czas coś się dzieje. Same łamigłówki nie należą do najprostszych, ale wszystkie zachowują swój logiczny zamysł i nawet te najmniej oczywiste rzeczy mają sens.



OPNIA GRACZA – RZECZ ŚWIĘTA

Nie da się ukryć, że Daedalic Entertainment słucha opinii recenzentów i graczy, bowiem kilka aspektów zostało poprawionych w stosunku do poprzedniej odsłony. Cut-scenki są nieco bardziej dynamiczne i lepiej zrealizowane. Pod względem muzycznym producent postarał się o więcej utworów, na szczęście zwiększona ilość nie odbiła się na ich jakości. Ponownie bardzo dobrze prezentuje się oprawa graficzna, kolorowe, ręcznie rysowane plansze 2D cieszą oko. Angielski dubbing wypada jak najbardziej na plus.



Nie obyło się też bez kilku wad. Czasami kulej synchronizacja obrazu z wypowiadanymi przez postacie kwestiami. Rufus nadal nie potrafi przemieszczać się biegiem, co niestety lekko irytuje przy pokonywaniu dłuższych dystansów. Niektóre rozwiązania mogą wydawać się kontrowersyjne (jak można zabić kanarka w tak kolorowej grze?!), z kolei sam Rufus, jak już wspomniałem, jest nieco przerysowany.

Nie zmienia to jednak faktu, iż Chaos on Deponia to wciągająca przygodówka point&click, z która bardzo miło spędziłem czas. Jest nieco lepsza od „jedynki” i skutecznie zaostrza apetyt na ostatnią część trylogii. Fabuła wciąga, gameplay cieszy, grafika i muzyka buduje odpowiedni klimat... Pomimo kilku zgrzytów, naprawdę warto sięgnąć po ten tytuł.

Plusy
 Wciąż bawi
 Ciekawa fabuła
 Poziom trudności
 Oprawa graficzna, lepsze audio
                                                                             
Minusy
 Nadal przerysowany główny bohater
 Drobne błędy i stare bolączki

Grę do recenzji dostarczył producent, Daedalic Entertainment


28.02.2013

Recenzja gry Deponia, czyli brodzimy w śmieciach!


Popełniłem ogromny błąd zasiadając do Deponii zaraz po ukończeniu dwóch części The Book of Unwritten Tales. Oba tytuły reprezentują gatunek przygodówek point&click z akcentami humorystycznymi. Choć Deponia przegrywa starcie z dziełem KING Art Games, to jednak nie można odmówić jej tytułu naprawdę solidnej produkcji, przy której nie sposób bawić się źle.




ŚMIETNIK, ISTNY ŚMIETNIK...

Tytułowa Deponia jest planetą pełną śmieci. Jej mieszkańcy dryfują w odmętach złomu, niepotrzebnych rupieci i brudu, na dodatek życia nie ułatwiają im niejacy Organoni, którzy bezwzględnie terroryzują obywateli krainy syfem i brudem płynącej. Rufus, główny bohater opowieści, ma dosyć aktualnego życia i postanawia wyrwać się z Deponii, by osiąść w Elizjum – miejscu pełnym dostatku i pięknych krajobrazów. Niestety, każdy jego plan kończy się niepowodzeniem oraz, mniejszymi bądź większymi, problemami zdrowotnymi.

Rufus jest postacią dość oryginalną i warto poświęcić mu kilka słów. Mieszkańcy Deponii, delikatnie mówiąc, nie przepadają za nim. Ten fakt nie dziwi, bowiem bohater jest wredny, egoistyczny, niechlujny, na dodatek śmierdzi od niego lenistwem na kilometr. Mimo swoich wad, nadal uważa się za lepszego od reszty i traktuje innych jak skończonych głupców. Los się w końcu uśmiecha do Rufusa, gdy na swojej drodze spotyka Goal – piękną dziewczynę z klasą, która zwróciła w głowie bohaterowi. Na dodatek pochodzi z Elizjum – to idealna okazja, aby wyrwać się ze śmietniska! Ale czy na pewno?



Postać Rufusa jest przyczyną wielu przezabawnych, komicznych scen, dzięki którym gracz niejednokrotnie się uśmiechnie. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że twórcy w pewnych momentach nieco się zagalopowali. Prowadząc takiego antypatycznego bohatera, czasem potrafił mnie zirytować swoim zachowaniem, żeby nie powiedzieć – wzbudził moją niechęć do siebie. Sam wątek uczuciowy, jaki pojawia się w recenzowanej produkcji, jest dość miałki, Rufus niby coś czuje do Goal, ale nie potrafi zdefiniować tego uczucia. Inne postacie biorące udział w wydarzeniach także zasługują na uwagę, a to za sprawą świetnych dialogów. Każdy tutaj ma coś ciekawego do powiedzenia. Nieco rozczarowuje zakończenie, uznałbym je za minus gdyby nie fakt, że Deponia planowana jest jako trylogia, więc siłą rzeczy przyjdzie nam poznać dalszy ciąg opowieści.



KLASYCZNY EGOIZM

Twórcy nie silili się na nowatorskie rozwiązania, Deponia to klasyczna przygodówka point&click, w której główną rolę odgrywają rozmaite zagadki logiczne. Ich poziom trudności jest dość nierówny, czasami trafią się zagwozdki banalne, inne będą wymagać od nas większego wytężenia szarych komórek. Oprócz tradycyjnych rozwiązań, mamy tutaj także kilka minigier, lecz mają one charakter nieobligatoryjny i bez konsekwencji możemy je pominąć. To w zasadzie tyle w kwestii gameplayu, jak na porządną przygodówkę przystało – trzeba myśleć.

Graficznie tytuł prezentuje się ładnie, mamy tu do czynienia z ręcznie rysowanymi tłami i postaciami. Oprawa znacząco wpływa na klimat produkcji, wszystkie lokacje są szczegółowe, detale cieszą oczy, a kreskówkowy charakter całości daje nam do zrozumienia, że twórcy podeszli do swojego dzieła z dystansem i humorem. Soundtrack stoi na wysokim poziomie, lecz utworów nieco mało, ich ciągłe zapętlanie może w końcu wywołać uczucie znużenia .

W ogólnym rozrachunku Deponia to kawał solidnej przygodówki, którą z czystym sumieniem mogę polecić. Jeśli macie dość przesłodzonych bohaterów i postaci pełnych zalet, antypatyczny Rufus z pewnością wzbudzi waszą sympatię.  

Plusy
 Humor i interesujące postacie
 Ciekawa fabuła
 Poziom trudności
 Oprawa graficzna 
                                                                             
Minusy
 Przerysowany główny bohater
 Mało utworów muzycznych

Grę do recenzji dostarczyła producent, Daedalic Entertainment


26.02.2013

Opinie: Przegląd ocen gry Tomb Raider!


Premiera najnowszych przygód Lary Croft już za pasem, warto się przyjrzeć ocenom, jakie od tej pory wystawili recenzenci Tomb Raiderowi. Okazuje się, że naprawdę warto było czekać, bowiem noty są naprawdę obiecujące. Lara naprawdę powróciła w wielkim stylu!



The Escapist - 100/100
Digital Spy — 5/5
VaDeJuegos (Hiszpania) — 5/5
Telegraph — 5/5
HardGame2 (Hiszpania) – 9.5/10
Game Informer - 93/100
IGN — 9.1
Games Master — 90/100

Polygon — 9/10
CVG — 9/10

GTTV — 8.5
Destructoid — 8,5/10
GameSpot — 8.5/10
GameTrailers — 8.5/10
Eurogamer — 8/10
OPM — 8/10
OXM — 8/10
Gamereactor Sweden - 70/100
Kotaku — "Tak"

Premiera gry Tomb Raider zaplanowana jest na 5 marca, polskim dystrybutorem jest firma Cenega.





24.02.2013

ALARM KONKURSOWY: Wygraj egzemplarz e-booka "Pamiętnik Martwych Słów"!


PC Aurora, jako patron medialny e-booka Pamiętnik Martwych Słów, organizuje konkurs, w którym do wygrania są trzy egzemplarze! 

Aby wziąć udział w konkursie, należy udostępnić odpowiedni post na fanpage'u serwisu PC Aurora

TUTAJ

Wśród wszystkich uczestników zostaną rozlosowane nagrody.
Konkurs trwa do dnia 05.03.2013r.

ALARM KONKURSOWY: Wygraj grę DmC Devil May Cry!

PC Aurora przygotowała dla Was kolejny konkurs! Do wygrania jest świetna gra DmC Devil May Cry w wersji na platformę PC! Co zrobić aby wziąć udział w konkursie? Wystarczy odpowiedzieć na jedno, bardzo proste pytanie i opcjonalnie polubić nasz fanpage!

Kto jest polskim dystrybutorem gry DmC Devil May Cry?






Odpowiedzi ślijcie na adres konkurspcaurora@gmail.com
W treści maila wpiszcie "Dmc Devil May Cry"

UWAGA! Aby zwiększyć swoje szanse na wygraną (Twoje zgłoszenie bezie liczyć się podwójnie), polub fanpage serwisu PC Aurora na facebooku TUTAJ (Jeśli polubiliście, podajcie imię i nazwisko z facebooka w zgłoszeniu)

Konkurs trwa do 05.03.2013r. Zwycięzca zostanie ogłoszony dzień później.


23.02.2013

Recenzja gry Primal Fears, czyli walczymy z mutantami!


Zazwyczaj przychodzi mi chwalić produkcje niezależne za ciekawe pomysły lub sprawne wykorzystanie już istniejących, intrygującą oprawę graficzną, wciągający gameplay, niezłą ścieżkę dźwiękową... Niestety, w przypadku Primal Fears ciężko mi będzie silić się na dobre słowo. Dzieło niemieckiego studia DnS Development zawodzi na wielu płaszczyznach.

NA OWADY NIE MA RADY

Rzecz dzieje się po katastrofie ekologicznej, kiedy to nastąpił wyciek bardzo niebezpiecznych chemikaliów. Świat został wywrócony do góry nogami, ludzie zaczęli mutować, owady urosły do niebotycznych rozmiarów i zaczęły rozmnażać się w zastraszająco szybkim tempie. Brzmi banalnie? W istocie, taka właśnie jest opowieść zawarta w Primal Fears. Jej kolejne szczegóły poznajemy dzięki rozrzuconym po planszach kawałkach gazet z artykułami. Fabularna sztampa skutecznie zniechęca do śledzenia historii.

Całość rozgrywa się na siedmiu poziomach. Standardowo, aby rozpocząć kolejny, uprzednio musimy przejść poprzednie plansze. Mamy tutaj między innymi szpital, komendę policji i przedmieścia. Każdy level został odpowiednio zaprojektowany – zdewastowana okolica, płonące samochody, zaśmiecone ulice... Scenerie rodem z najgorszych koszmarów całkiem nieźle oddają klimat produkcji.


STRZELIĆ SAMOBÓJA...

Nasze poczynania obserwujemy z rzutu izomerycznego. Gameplay opiera się na strzelaniu, ulepszaniu broni i szukaniu kolejnych stron gazet z zarysowaną fabułą. Samo eksterminowanie potworów nie daje większej frajdy, a to za sprawą kilku irytujących rozwiązań. Po pierwsze – poziom trudności, nawet na easy, jest mocno przesadzony, przez co już w pierwszym etapie gracz nie nadąża nad napływającymi falami wrogów i szybko kończy mu się amunicja. A to oznacza pewny zgon. Po drugie – pewne przedmioty można przesuwać. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że oponenci także mogą je przemieścić (i to nie z premedytacją...), co gorsza, stwór który szarżuje na nas pchając zwykły karton, nie otrzymuje obrażeń od naszych pocisków, gdyż broń nie penetruje przeszkód. Ponadto fizyka w recenzowanej produkcji jest koszmarna!

Bronie możemy zakupić oraz ulepszyć w specjalnym kiosku. Problem w tym, że nawet maksymalnie ulepszona pukawka nie daje nam zbytniej przewagi w starciu z przeciwnikami. Niby zwiększamy obrażenia i pojemność magazynka, ale działanie upgrade'ów jest zbyt symboliczne i naprawdę ciężko uznać wymaksowaną broń za naprawdę skuteczną. Samych pukawek jest sporo rodzajów – od karabinów i shotgunów, po wyrzutnie rakiet i miotacze płomieni.

Interakcja z przedmiotami jest znikoma. Od czasu do czasu zdarzy nam się podnieść gazetę, tudzież apteczkę lub pieniądze. Wszystko opiera się a tym, by przeć do przodu i zabijać kolejne maszkary. Nie oczekuję głębi od tego typu produkcji, ale poszczególne aspekty są tak źle zrealizowane, że po prostu odechciewa się grać, nawet na najłatwiejszym poziomie trudności.



ŚWIŃSKI INTERES

Grafika, jak na produkcję niezależną, jest przyzwoita, lecz z pewnością nie zachwyca. Rzadko zdarza mi się narzekać na odgłosy środowiska, ale w przypadku Primal Fears muszę zrobić wyjątek. O ile wybuchające beczki i wystrzały brzmią w porządku, to już dźwięki wydawane przez oponentów są co najmniej dziwne. Nie wiem, czym twórcy kierowali się przy ich doborze, ale skrzydlaty stwór kwiczący jak zarzynana świnia to dość kiepskie zestawienie. Ponadto zdarzają się wpadki – na przykład podczas śmierci męskiej postaci słychać jęk jego damskiej odpowiedniczki.

Ogólnie rzecz biorąc nie polecam Primal Fears, to pieniądze wyrzucone w błoto. Owszem, jeśli lubujesz się w grach, których poziom trudności polega na niedostatku amunicji przy jednoczesnej nadwyżce wrogów, ten tytuł może cię zadowolić. Resztę graczy z pewnością jedynie sfrustruje. Nieciekawa fabuła, żenująca fizyka i wpadki natury technicznej skutecznie zniechęcają do gry. Naprawdę szkoda.   

Plusy
 Klimat
 Od biedy można pograć...
 Minusy
 Kiepska fabuła
 Poziom trudności
 Wpadki natury technicznej
 Żenująca fizyka


Grę do recenzji dostarczył producent -  DnS Development