Brudna, zakrwawiona Lara napina cięciwę
łuku i posyła strzałę w stronę bezbronnego jelenia. Nie chciała
pozbawiać go życia, lecz nie miała wyboru – musiała zdobyć coś
do jedzenia. Na wyspie nikt nie serwuje frytek z ketchupem ani steków
wołowych. Trzeba zadbać o siebie samemu.
Przyznam szczerze, że bałem się o
nowego Tomb Raidera. Bałem się, że cały ten reboot okaże się
tylko żerowaniem na znanej marce. Tymczasem w moje ręce trafił
produkt niesamowicie grywalny, napakowany akcją, emocjami oraz
świetną, trzymającą w napięciu fabułą. Moje obawy, choć
uzasadnione, okazały się być niesłuszne. W tym wypadku nie
potrafię wyrazić swojego zadowolenia z własnego pesymizmu. Lara
Croft powróciła w wielkim stylu, pokazując swoje nowe oblicze.
LARA'S BACK
Obcowanie z rozpikselowaną bohaterką
dumnie prężącą swoją kanciastą pierś rozbudziło wyobraźnię
graczy. Nieziemskie ewolucje, kilkumetrowe skoki, dwa mocne argumenty
w kaburach i ogromna żądza przygód – nic dziwnego, że Lara
Croft stała się ikoną gier komputerowych, a ówcześni twórcy
Tomb Raidera, duet Core Design i Eidos Interactive, w podzięce za
wyciągnięcie ich z ogromnych kłopotów finansowych, zaczęli
odcinać kupony od marki. I tak oto mniej więcej co roku ukazywała
się nowa część. Po wydaniu Chronicles, postanowiono odświeżyć
wizerunek serii. O katastrofę było nietrudno – „szóstka”
powstawała dłużej niż poprzednie odsłony cyklu, co dawało
nadzieję na otrzymanie oszlifowanego diamentu. Niestety, efekt
okazał się zupełnie odwrotny – pamiętny Angel of Darkness
został okrzyknięty katastrofą, uznano, że chwała Lary
bezpowrotnie przeminęła. Ale czym byłby świat elektronicznej
rozrywki bez Lary Croft? Postać takiego formatu nie mogła przecież
tak po prostu zniknąć. Z odsieczą przyszło Studio Crystal
Dynamics, które z powrotem wzniosło pannę Croft na piedestał za
sprawą gry Tomb Raider: Legenda. Potem przyszedł czas swoisty hołd
dla znanej archeolog w postaci Anniversary oraz na mały spadek formy
(acz moim zdaniem delikatny) – Underworld. Twórcy zdali sobie
sprawę, że Lara po raz kolejny potrzebuje jakieś solidnego kopa,
aby zadowolić fanów bohaterki, jednocześnie przyciągając nowych
graczy. Tak narodziła się koncepcja kompletnego restartu serii.
Restartu dość ryzykownego, aczkolwiek, w mojej opinii, bardzo
potrzebnego.

Już po kilku godzinach obcowania z
nowym Tomb Raiderem wiedziałem, że reboot to najlepsze, co mogło
się przydarzyć Larze. Producenci odeszli od koncepcji nadmuchanych
piersi i ust, wykreowali całkowicie nowy wygląd panny Croft jako
młodej, niedoświadczonej jeszcze poszukiwaczki starożytnych
cywilizacji. Tym razem oddano bardzo ludzki charakter Lary –
krzyczy, boi się, cierpi z bólu, jest pokryta siniakami i
krwawiącymi ranami... Praktycznie przez cały czas przybywa jej
blizn, nabywa doświadczenia, uczy się przetrwania. A gracz, razem z
nią, przeżywa to, co dzieje się na ekranie. A dzieje się naprawdę
dużo, oj dużo!
LOST
Podczas wyprawy archeologicznej, w
której udział bierze między innymi Lara, dochodzi do katastrofy –
statek Endurance zaatakowany przez potężny sztorm rozbija się na
jednej z wysp przy Smoczym Trójkącie. Okazuje się, że na wyspie
mają miejsce dziwne wydarzenia, ponadto była ona zamieszkana przez
starożytną cywilizację zwaną Yamati, która do dziś stanowi
zagadkę dla wszystkich archeologów. Jak to zwykle bywa, miejsce
jest swoistą pułapką pozornie bez wyjścia. Dlatego aby uciec,
Lara musi nie tylko przetrwać, ale także rozwiązać liczne zagadki
kryjące się na wyspie.

Sama Lara na początku jest
nieopierzoną jeszcze studentką (choć twórcy nie pozbawili jej
najważniejszego atutu – intelektu). Co ciekawe, postacie poboczne
również przedstawiono interesująco, mamy tu istną plejadę
osobowości – dobrą duszę i przyjaciółkę – Samanthę,
napakowanego Irlandczyka, naiwnego i rządnego sensacji Rotha i kilka
innych wartych uwagi postaci. Wszyscy bohaterowie zostali wykreowani
jak podczas kręcenia dobrego serialu (skojarzenia z hitowym Lost jak
najbardziej są tutaj na miejscu). Oczywiście, Lara niejednokrotnie
będzie musiała wszystkim ratować tyłki. Problem w tym, że sama
niejednokrotnie wpadnie w tarapaty, i to naprawdę niemałe...
Twórcy obiecywali, że nowy Tomb
Raider będzie posiadał elementy survivalu. Obietnice te zostały
spełnione, lecz raczej nie do końca tak, jak niektórzy myśleli.
Lara poluje na zwierzynę, zbiera owoce, za co otrzymuje punkty
doświadczenia... i to w zasadzie tyle. Z drugiej strony –
osobiście uważam, że czysto survivalowy gameplay nie sprawdziły
się w tej produkcji. Same wydarzenia fabularne to wystarczający
obóz przetrwania, jaki musi przejść panna Croft.
KILL 'EM ALL!
Tomb Raider to przygodowa gra akcji, na
ekranie ciągle coś się dzieje. Reżyseria zasługuje na wielkie
uznanie, przerywniki (także te interaktywne) pojawią się bardzo
często i wymagają od nas dużej uwagi. W każdej chwili może nas
zaatakować mniej lub bardziej wymagająca sekwencja QTE. Mimo mojej
całej niechęci do tego typu rozwiązań, tutaj nie tylko mi nie
przeszkadzały, ale też sprawiały sporo frajdy. Problem jednak leży
w pecetowej wersji – czasami gra nie informuje, jaki klawisz
wcisnąć w danym momencie.
Na złowrogiej wyspie nie zabraknie
oponentów. A jeśli są wrogowie, muszą znaleźć się także
odpowiednie narzędzia eksterminacji. Całkowitą nowością w serii
jest łuk, korzystanie z niego daje sporo radochy. Później Croft
otrzyma także sposobność do korzystania z czekana, pistoletu,
strzelby i karabinu maszynowego. Cały sprzęt możemy ulepszać za
pomocą znalezionych surowców. Te pozyskujemy z zabitych wrogów,
zwierząt i porozmieszczanych tu i ówdzie skrzyń. Można mieć
wrażenie, że bohaterka po pewnym czasie zamienia się w damską
wersję Rambo i pruje z karabinu do wszystkiego, co się rusza. Nie
jest to jednak wada – to przecież gra akcji. Tym bardziej, że
wszystkie elementy gameplayu zostały odpowiednio wyważone i nie mam
mowy o znużeniu którymś z nich.

W końcu pokuszono się o wprowadzenie
do serii sensownych elementów RPG (te z Angel of Darkness ciężko
nazwać sensownymi). Podczas swoich przygód, Lara zdobywa punkty
doświadczenia. Po każdym zdobytym poziomie, otrzymujemy punkt do
dowolnego (no, prawie) rozdysponowania pomiędzy trzema kategoriami.
Są to Łowy, Walka oraz Przetrwanie. Każdy profit daje nam
określone bonusy – począwszy od zwiększonych obrażeń i
odporności na ból, po wzrost otrzymywanych PD i surowców. Ogólnie
rzecz biorąc, przy dokładnej eksploracji, punktów wystarcza na
wykup wszystkich umiejętności. Co ciekawe, grę spokojnie można
przejść bez jakichkolwiek wspomagaczy tego typu.
GDZIE TEN TOMB RAIDER?
Oczywiście, gra nie mogłaby obejść
się bez zagadkowych grobowców i ruin. Tych może nie jest zbyt
wiele (podejrzewam, że DLC dodadzą ich znacznie więcej), ale
dotarcie do skarbu zawsze wymaga od nas myślenia. Koniecznie trzeba
zaznaczyć, że Lara dalej musi wykazać się niebywałą zwinnością,
przemieszcza się po krawędziach, skacze z dużych wysokości,
wspina się, zjeżdża po linach... Dostęp do wielu miejsc wymaga
użycia odpowiednich narzędzi. Aby wejść po stromej ścianie, Lara
posiłkuje się czekanem, natomiast by stworzyć most linowy,
bohaterka przywiązuje sznur do strzały i posyła ją w odpowiednie
miejsce. To wszystko wymaga od nas kombinowania i analizy otoczenia.
Pomaga nam w tym instynkt przetrwania, który nie tylko podświetla
elementy, z którymi możemy wejść w interakcję, ale także wrogów
i zwierzęta do upolowania.
Sama wyspa, po której przyjdzie nam
się poruszać, jest otwarta w sposób umowny. O ile główny wątek
fabularny jest liniowy i prowadzi nas za rączkę, to już
poszczególne lokacje możemy zwiedzać dość swobodnie. Warto to
robić, bowiem niektóre grobowce są opcjonalne i ich odnalezienie
daje nam sporo punktów doświadczenia. Ponadto wszędzie jest masa
„znajdziek” do kolekcjonowania – od dokumentów i geoskrzynek,
po różnorodne trofea w postaci starożytnych przedmiotów.
Dodatkowo na każdej planszy czekają na nas specjalne wyzwania. Po
ukończeniu głównej osi fabuły, mamy szansę swobodnie eksplorować
całą wyspę za pośrednictwem opcji szybkiej podróży dostępnej w
obozach (są to swoiste bazy wypadowe, tam Lara przedstawia swoje
przemyślenia, wykupuje umiejętności i ulepsza sprzęt).
ZAMACH, ROZMACH, AKCJA!
Wyspa jest bogata w szczegóły i
detale. Wszędzie pełno jest śladów starożytnej cywilizacji, w
oczy rzucają się ogromne posągi i ruiny. Wciąż jednak widać
dzicz, jaka panuje w tym miejscu – liczne lasy, klify, wodospady,
rzeczki i strumienie, wśród których hasają jelenie i zające.
Design lokacji zasługuje na uznanie, bowiem nawet na bardzo wysoko
położone punkty orientacyjne Lara może się wspiąć. Miejsc
kompletnie niedostępnych jest naprawdę niewiele. Świetnie
prezentują się także przestrzenie zamknięte, ze szczególnym
uwzględnieniem grobowców – są niesamowicie klimatyczne i pełne
smaczków, godnych łupieżcy grobowców.
Graficznie nowy Tomb Raider nie zawodzi
– to jedna z najlepiej wyglądających obecnie gier. Na
maksymalnych ustawieniach wprost nie sposób oderwać oczu od
krajobrazów i licznych detali. Ogień na podpalonym grocie strzały
to wprost mistrzowska robota. Przy odpowiedniej karcie graficznej
można pokusić się o włączenie modułu TressFX, który w
zamierzeniu ma oddawać realistyczną fizykę włosów bohaterki.
Owszem, fryzura Lary wygląda znacznie lepiej, jednak moduł ten nie
do końca spełnia swoje zadanie i czasami włosy zachowują się po
prostu dziwnie. Nie zmienia to jednak faktu, że całość oprawy po
prostu imponuje. Równie dobrze wypada ścieżka audio – utwory
emanują klimatem, zaś dźwięki otoczenia są sugestywne.
Warto wspomnieć także o polskim
dubbingu. O ile miałem pewne obawy co do jego jakości, to teraz z
ręką na sercu mogę powiedzieć, że polscy aktorzy spisali się na
medal. Karolina Gorczyca wcielająca się w główną bohaterkę
stanęła na wysokości zadania i idealnie oddała liczne emocje
towarzyszące Larze. Nie mam wątpliwości, że usłyszymy ją
jeszcze w niejednej polskiej lokalizacji.
TAK ŹLE, I TAK NIEDOBRZE
Seria w końcu doczekała się także
trybu multiplayer. Niestety, twórcy nie podołali wyzwaniu i ten
moduł zabawy jest daleki od ideału. Niby ma on niemały potencjał,
ale zabrakło wielu szlifów – balans broni jest kiepski, map
niewiele (choć są solidnie wykonane), ponadto często spotyka się
w nim błędy natury technicznej. Mimo to można się trochę przy
nim pobawić, jeśli twórcy przyłożą się do tego elementu i
wydadzą solidne patche, nie widzę przeszkód, aby zmarnować w
multi sporo swojego życia.
W ogólnym rozrachunku najnowszy Tomb
Raider to produkt gwarantujący masę doskonałej zabawy. Akcja jest
intensywna, fabuła ciekawa, klimat sugestywny, zaś oprawa
audio-wideo naprawdę imponuje. Niezmiernie się cieszę, że losy
Lary Croft potoczyły się w kierunku kompletnego restartu serii, bo
jakość reboota daje nadzieję na jeszcze lepszy sequel. Szczerze
mówiąc, stworzenie solidnej kontynuacji będzie dla twórców
bardzo trudnym zadaniem, bo poprzeczka powędrowała naprawdę
wysoko. Gdyby tylko multi byłoby bardziej dopracowane, nie
zastanawiałbym się nad dychą. Z racji, że muszę oceniać
produkcję jako całość, muszę odjąć te pół oczka za multi.
Polecam najusilniej, bowiem Tomb Raider to niesamowite przeżycie.
Plusy

Ciekawa fabuła i bohaterowie

Świetny gameplay

Eksploracja grobowców i rozwój postaci

Rewelacyjna oprawa audio-wideo

Level design oraz masa znajdziek i wyzwań
Minusy

Niedopracowany tryb multiplayer
Grę do recenzji dostarczył jej polski dystrybutor - firma Cenega